Archiwa tagu: urządzanie domu

Marynistyczna łazienka

DSC_1345Tym razem przedstawiam dolną łazienkę, która z założenia jest również łazienką dla gości. Choć jest wciśnięta we wnękę pod schodami, odpowiednie wykorzystanie każdego centymetra pozwoliło uczynić z niej bardzo funkcjonalne miejsce. Zależało mi na zmieszczeniu w niej prysznica, gdyż według mnie dwa prysznice w domu zwiększają wygodę. Wnękę na natrysk wydzieliłam po lewej stronie drzwi zmniejszając w ten sposób sąsiednie pomieszczenie gospodarcze. Aby zrekompensować sobie uszczuplony gospodarczy, zabudowałam szafkami wnękę pod schodami. Odpowiednia głębokość szafek i ich rozkład pozwoliły nie zagracić dość małej łazienki a jednocześnie znalazło się miejsce na środki czystości, miski, wiaderka, odkurzacz i mop. Ponadto starałam  się urządzić wnętrze w niebanalnej stylistyce, aby mimo niewielkich rozmiarów cieszyło oko. Teraz chyba każdy się domyśli, że uwielbiam morskie akcenty.

 Łazienka, jest naprawdę niewielka. Wiele osób widząc ją na etapie budowy zastanawiało się jak chcę tam zmieścić choćby umywalkę, bo jest bardzo wąska ale poprzez odpowiednie urządzenie, nie odczuwa się tego.

DSC_1367

Widok od strony drzwi, po lewej stronie jest wnęka z prysznicem a po prawej schowane są pojemne szafki, których nie widać wprost z wejścia. Dzięki temu przestrzeń wydaje się być bardzo uporządkowana.

DSC_1359

Widok od strony prysznica na szafki pod schodami.

DSC_1354

Moje ulubione akcenty marynistyczne

DSC_1356Widok od strony szafek.

DSC_1344

Widok na prysznic, za plecami miałam już ścianę, więc trudno pokazać jego gabaryty, ale jest bardzo wygodny, bo w rozmiarze 70×100.

Dodam tylko, że projekt łazienki w całości jest mój. Dzięki temu ma zapewne tak niepowtarzalny charakter. Mnie bardzo podoba się to wnętrze i jestem z niego dumna, ale wiadomo wszystko rzecz gustu ;-)

Wyczekana komódka

        Długo na nią czekaliśmy ale w końcu jest. Bez niej mycie zębów nie było wygodne, sterczeliśmy zgarbieni nad wanną. Mąż jeszcze musiał się golić w niewygodnej pozycji. Za to dzieci wykorzystały bidet i początkowo używały go jako swojej umywalki. Aż przyszedł ten dzień i stolarz przywiózł komodę pod umywalkę.
        Zdecydowałam się na takie rozwiązanie, gdyż nie mogłam znaleźć niczego sensownego i w rozsądnej cenie. Miejsca na umywalkę mamy sporo więc chciałam, żeby była szeroka, przynajmniej  metrowa. Wszystkie szafki pod takie umywalki były albo z drzwiczkami i dwiema półkami w środku albo z dwiema głębokimi szufladami. Do tego były dość drogie a według mnie mało funkcjonalne. A ja chciałam mieć komódkę z czterema płytkimi szufladami. Do środka włożyłam wkłady na sztućce, dzięki którym bardzo łatwo utrzymać porządek i w ten sposób każdy ma swoją przegródkę na szczoteczkę do zębów. Mąż ma uporządkowane przybory do golenia i nie ustawia ich na umywalce, dzięki czemu miejsce to wygląda bardzo estetycznie. W następnej szufladzie mam swoje królestwo do malowania i układania włosów i tak dalej w kolejnych szufladkach.
        Trochę się wyczekaliśmy na tą komódkę, bo długo szukałam czegoś gotowego, aż tuż przed samą przeprowadzką zamówiłam ją u stolarza bo jednak nie chciałam wydawać kilkuset złotych na coś mało funkcjonalnego. Teraz wiem, że warto było czekać i polecam wszystkim takie rozwiązanie.
DSC_1205
DSC_1197
DSC_1200

Oswajamy nowy dom

Milczę i milczę już od miesiąca a tak dużo się u na dzieje. Ale dzień za krótki, aby ze wszystkim się wyrobić i człowiek po nocach nadrabia, więc nie ma kiedy pisać.
        Mieszkamy już w nowym miejscu i stopniowo je udomawiamy a siebie oswajamy z nowymi wnętrzami. Człowiek musi się przyzwyczaić co, gdzie stoi w kuchni, gdzie wisi ręcznik w łazience, a gdzie najlepiej odkładać klucze. Utrudnia nam to trochę fakt, że wiele rzeczy nie ma jeszcze swojego stałego miejsca, bo nie wybrałam jeszcze wieszaków na ręczniki a w kuchni co rusz robię roszady, bo szukam optymalnego rozłożenia przyborów.
        Dzieci całą przeprowadzkę znoszą bardzo dobrze i nie tęsknią za starym domem. W przeciwieństwie do mnie, bo wylałam sporo łez patrząc na posprzątane, stare kąty. Spędziłam samotne dwa dni w byłym domu. Szorowałam go na błysk a jednocześnie wspominałam różne chwile tam przeżyte. Panującą ciszę przerywały hałasy zza ściany, przypominające, że to bliźniak i utwardzające mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy sprzedając dom. Ale z drugiej strony, żal mi było ogrodu i doskonałej lokalizacji. Cóż, rośliny urosną również na nowej działce, a wcale nie jest przesądzone, czy za jakiś czas znowu nie sprzedamy domu i nie wrócimy na stare śmieci.
        Na razie trzeba trochę odpocząć po budowie i nacieszyć się nowym domem. A powoli zaczynamy się cieszyć, bo w końcu zaczyna być po domowemu. Pierwsze dni były najgorsze. Nie mieliśmy kuchni, drzwi wewnętrznych, umywalek i rolety w oknie w łazience. Gotowanie wówczas zupełnie sobie odpuściłam. Po kilku dniach na suchym prowiancie, domowe obiadki zaczęły wszystkim lepiej smakować i teraz jadamy całą rodziną przy stole. Biorąc prysznic człowiek czuł się jak na pływalni, gdzie wszystkie kabiny są otwarte. Nie mamy standardowej kabiny prysznicowej, tylko prysznic jest wydzielony za ścianką, a jak dodać do tego brak drzwi i rolet w oknie, to robi się ciekawie. Na szczęście drzwi przyjechały wcześniej niż było planowane, pan od rolet też szybciutko zrobił swoją pracę i już nie muszę obwieszać okna i drzwi jakimiś szmatami.
        Z prac do wykonania zostały nam jeszcze schody, które panowie właśnie montują i po których ponoć lepiej nie chodzić. Najlepiej nad nimi lewitować bo wszystko może je porysować a zwierzęta w domu to już w ogóle porażka. Panowie właśnie mnie uświadomili, że wybrałam taki kolor, co to na nim wszystko widać, każdą ryskę a naprawić to się tego nie da, bo jeszcze gorzej będzie. „Piękne sobie pani schody wybrała ale szkoda, żeby zaraz były porysowane, więc lepiej nie chodzić” – słyszę od nich co chwilę. Zamieszkamy w salonie, w końcu mamy tam rozłożony materac, więc spać jest od razu na czym. A materac mamy rozłożony dlatego, że nasze kanapy pojechały do renowacji i słuch po nich zaginął. Pan obiecywał, że zabierze jedną kanapę ze starego domu, obije ją nowym materiałem, przywiezie do nowego domu i wtedy zabierze drugą kanapę i za kilka dni też ją przywiezie. Mąż się ucieszył, bo w ten sposób sprawę przewożenia kanap miał z głowy. Miały one jechać trochę dłużej a w międzyczasie ulec odnowieniu. Ale koniec końców Pan zabrał od razu wszystkie kanapy bo tak ponoć będzie szybciej ale już są spóźnione ponad tydzień. Mają być jutro, choć dzieci wcale się z tego nie cieszą, bo teraz mają fantastyczną trampolinę w salonie. Psy też nie narzekają, bo materac traktują jak wielkie legowisko, a i my w końcu na ich poziomie przebywamy. I ja też muszę przyznać, że taki wielki materac przed telewizorem to super sprawa, człowiek się wyciągnie wygodnie a mimo wszystko, dla każdego starczy miejsca. Tylko trochę gorzej się z niego wstaje.
        A pozostając w temacie wstawania, to dzieciom bardzo dobrze śpi się w nowych pokojach. Obawiałam się, że nie będą chciały spać osobno, bo wcześniej mieli wspólny pokój. Pierwszego wieczoru nie mieliśmy jeszcze złożonego łóżka, więc rozłożyliśmy ich materace w pokoju młodszego, ale starszy zaprotestował i powiedział, że on śpi w swoim pokoju. Młodszy przytaknął, że on się nie zgadza, żeby ktoś spał w jego pokoju i każdy ma spać u siebie. Bez żadnego strachu i płaczu przespali noc w swoich nowych pokojach.
        I kończąc już, oprócz schodów, zostały nam do zrobienia listwy przypodłogowe na dole, kominek i cała masa dupereli takich jak powieszenie lamp, które najpierw trzeba kupić a powoli nie ma za co. Podobnie jest z zasłonami, ale tutaj gorzej bo nie mogę znaleźć do salonu takich jak sobie wymyśliłam i jednak trzeba będzie je szyć. Materiał już zamówiony. Do szycia będą też poduszki i serwetki na stół a wszystko z tego samego, marynistycznego materiału. Zapowiada się ciekawie, w kolejnych wpisach zaczną się zdjęcia, o które już mnie podpytujecie ;-)

Do którego domu?

        Odbieram chłopców z przedszkola a oni pytają, gdzie najpierw jedziemy. Do domu, mówię, a oni na to, do którego? Tak, tak, budowa przestaje być już budową i doczekała się miana dom. W zeszły piątek pożegnaliśmy już panów od wykończeniówki. Wiele mamy jeszcze do zrobienie, ale to robimy już samodzielnie. W sobotę posprzątaliśmy wszystkie materiały budowlane, pomyliśmy okna i podłogi. Gdy po południu przyjechaliśmy z chłopcami, zrobili wielkie oczy, zdjęli buty, kurtki odwiesili na wieszak i powiedzieli: Jak tu pięknie. Zaczęliśmy wnosić meble, obrazy i dzieci stwierdziły, że czują się tu jak w domu, mogą nawet zostać na noc.
        Jednak nie możemy się jeszcze wprowadzić. Wstrzymują nas dwie kwestie. Przede wszystkim nie mamy wody puszczonej na budynek. To znaczy jest doprowadzona do domu ale chcemy najpierw podłączyć stację uzdatniania, bo mamy własne ujęcie wody. Niestety badania w Sanepidzie trochę się przedłużyły ale wiemy już, że wodę mamy bardzo dobrą i tylko mangan przekracza dopuszczalne normy. Lada dzień powinniśmy mieć podłączoną stację uzdatniania i wodę rozprowadzoną po budynku. Nie trzeba będzie już wiaderkiem spłukiwać, bo chłopcy jak zobaczyli gotowe łazienki, to nie omieszkali ich wypróbować. Choć tak dokładnie to łazienki nie są jeszcze w pełni gotowe. W obu nie ma umywalek, więc zęby będziemy myć nad wanną a chłopcy pewnie nad bidetem. Czekamy jeszcze na szafki pod umywalki, które zamówiłam na wymiar u stolarza. W dolnej łazience umywalka musi być dość płytka ale również funkcjonalna. W Castoramie znalazłam idealną ale nie było pod nią szafki a nie chciałam mieć widocznego syfonu. A te umywalki co miały szafki, to albo za płytkie, że ręce ledwo można wcisnąć albo za duże, że ciasno się robi. W górnej łazience umywalka za to jest ogromna, bo ma aż metr szerokości i też nie było do niej odpowiednich szafek. Te co były, miały tylko dwie głębokie szuflady albo drzwiczki i dwie półeczki a ja zaprojektowałam sobie podumywalkową komódkę z pięcioma funkcjonalnymi szufladami. Ale trochę sobie na nią poczekam i teraz mam dylemat, bo bardzo chciałabym już wstawić zdjęcia łazienki, no ale bez umywalki nie ma pełnego efektu.
        Jest jeszcze drugi powód, dla którego zwlekamy z wprowadzeniem się. Nie mamy kuchni. Miała być w zeszłym tygodniu, ale naszego stolarza wezwała ojczyzna i pan pod pięćdziesiątkę, musiał jechać na szkolenie wojskowe. Zamiast skręcać nasze mebelki, ganiał po poligonie kilkaset kilometrów dalej. Kuchnie będzie montował w środę, a my musimy się wprowadzić we wtorek więc chwilę będziemy biwakować w salonie. Bo to już postanowione, że za trzy dni wprowadzamy się do nowego domu. We wtorek mamy do dyspozycji samochód dostawczy, przewieziemy lodówkę, pralkę, materace i w starym domu nie będzie już gdzie spać, więc trzeba będzie jakoś funkcjonować w nowym. Choć do pełni szczęścia brakuje nam jeszcze drzwi, które będą za dwa tygodnie, więc do łazienek muszę powiesić jakieś kotarki. Schody też mają być w podobnym terminie, trzeba zatem zrobić jakąś prowizoryczną balustradę, żeby nikt nie spadł. Potem jeszcze listwy przypodłogowe wieńczące dzieło i w domu zostanie tylko kominek do zrobienia oraz na wiosnę milion rzeczy w ogrodzie.
        A w starym domu już pusto. Obrazy i firanki zdjęte, więc straszą brudne ściany. Tyle dobrego, że okna umyte. Patrzę przez nie na ogród i zaczyna mnie ściskać w gardle. Sąsiedzi zaglądają czy jeszcze mieszkamy i mówią, że bez pożegnania mamy nie odjeżdżać. A ja nie wiem, jak to zrobię, bo ryczeć pewnie będę jak bóbr.

Nie wiem jakie wybrać spanie

        Mam dylemat jak urządzić chłopcom pokój? To znaczy dokończyć urządzanie, bo większość rzeczy już jest, jednak nie mają odpowiednich łóżek. Teraz śpią na dużym materacu, położonym w poprzek. Każdy ma swoją pościel i sporo miejsca. Nie ma też obawy, że młodszy spadnie, bo ma blisko do podłogi. A on jest strasznym wiercipiętą. Czasem w nocy słyszę jak gada coś przez sen, wchodzę do pokoju a jego miejsce puste. Szukam go wszędzie a on wciśnięty pod kaloryfer albo wlazł pod szafkę i tylko pięty widać. Nieraz narobił mi stracha tym szwendaniem po nocy.
        Mam dwie opcje do wyboru i od kilku dni zastanawiam się co będzie lepsze. Chcemy zrobić im niespodziankę, pojadą z Babcią na wycieczkę a my w tym czasie skręcimy meble, wszystko ustawimy i wejdą na gotowe. Moi rodzice kiedyś zrobili mi i bratu taki prezent i mile to wspominam. Ten moment zaskoczenia, wszystko nowe, gotowe do zamieszkania, tylko wejść i mieszkać. Pościelone łóżko gotowe do spania, nowe biurko a na nim nowy tornister, nowe farbki, kredki i zeszyty. Z wrażenia wówczas zabrakło mi tchu. To było wyjątkowe przeżycie. Nie wiedziałam co podziwiać w pierwszej kolejności. Wszystko zachwycało. To jest jedno z moich milszych wspomnień z dzieciństwa, ale żeby było jasne, to nie cieszyłam się tą nowością, tylko tym, że to było gotowe. Niektóre meble i rzeczy były stare ale wszystko w nowej aranżacji i w takiej idealnie dobranej scenerii, wszystko z myślą o mnie. Chłopcy na razie są w takim wieku, że chcą mieć wspólny pokój. Choć za kilka lat pewnie każdy będzie chciał iść na swoje. Możliwości są, przeniesiemy sypialnię w inne miejsce i dla nich będą dwa duże pokoje. Na razie mają wspólny pokój, dość duży, bo 16m2, kwadratowy i ustawny. W jednym miejscu jest niewielki skos i pod niego chcę wcisnąć miejsce do spania.
        Pierwsza opcja to łóżko piętrowe, ale nie wysokie. Starszy spałby na poziomie 1,10 i miałby dość wysoką barierkę. Młodszy miałby materac tak jak teraz na podłodze, więc nie ma obawy o upadki, ale sufit miałby dość nisko. Tylko, że jemu to sie podoba, bo miałby taką swoją norkę a w niej poduszki, pluszaki i lampkę w kształcie księżyca. Starszy wybrał baldachim i lampkę w kształcie gwiazdy. Łóżko ma dorosłe rozmiary, 90×200, więc będą mieli dość szeroko i gdyby zaszła potrzeba, mogłabym spokojnie położyć się z młodszym i nie musiałabym podkurczać nóg jak przy spaniu w pociągu czy samochodzie. A niestety takie awaryjne spanie u dziecka czasem się zdarza. Wolę iść na chwilę do dziecka niż wpuszczać ich do małżeńskiego łoża, bo jak wejdą to ciężko będzie przegonić. Chłopcy oglądali to łóżko w pokazowym pokoiku i byli zachwyceni. Jednak obawiam się, że przyzwyczajeni do spania obok siebie, zaczną za sobą tęsknić. Bawili się wesoło w pokazowym pokoiku ale w drodze do domu młodszy pytał gdzie będzie brat i dlaczego nie obok. Druga sprawa, to mamy zwyczaj czytania bajki przed snem. Siadam na środku łóżka a dzieciaki po bokach i czytamy. Potem tylko obracają się na drugą stronę i zasypiają. Przy piętrowym łóżku trzeba będzie zmienić zwyczaj.
        Zaczęłam rozważać dwa mniejsze, pojedyncze łóżeczka. Ustawione tak jak u Bolka i Lolka, a po środku szafka z lampką. Mogłabym siadać po środku i czytać im bajkę. A gdyby za sobą tęsknili to można złączyć łóżka i byliby blisko. Tylko, że takie rozwiązanie zajęłoby więcej pokoju a jednocześnie mieliby mniej miejsca na spanie, bo te dziecięce łóżka są w rozmiarach 80×160. I gdybym musiała spać z którymś to nawet przy moim niewielkim wzroście, to i tak z podkurczonymi nogami.
        Sami wybrali sobie piętrowe łóżko, ale jak ich znam, gdy przyjdzie co do czego, to razem będą spać na dole, bo nagle starszy powie, że się boi sam, albo obaj na górze, bo młodszy będzie chciał poczuć jak to jest na wysokościach. A ja wtedy będę czuwała na dole bo jeszcze się przeturla przez barierkę i spadnie. Mam obawy co do tego piętrusa choć jest praktyczniejszy. I daje więcej możliwości zabawy. Chłopcy już sobie wyobrażają jak będą udawać, że płyną statkiem, albo zawieszą koc i będą udawać niedźwiedzie w gawrze albo Indian w namiocie.
        Myślę i myślę, cenowo obie opcje podobne, więc argumenty tylko takie jak powyżej. A Wy jakie macie sugestie? Ciekawa jestem zdania z boku, bo już się zapętlam w tych rozmyślaniach.