Archiwa tagu: transport śródlądowy

Wizyta w ZOO

        Wybrałam się z chłopcami do Afrykarium we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym. Ostrzegana przed weekendowymi tłumami, specjalnie odebrałam ich wcześniej z przedszkola i wycieczkę zrobiliśmy sobie w poniedziałek. Zwiedzających też było sporo, ale wszyscy się pomieścili i wygodnie można było wszystko pooglądać.
        A jest co oglądać. Akwarium z rekinami i płaszczkami robi wrażenie chyba na wszystkich, zwłaszcza jak płaszczka przepływa tuż nad głową i nagle wypada jej coś z pyska. Dobrze, że nie z pupy zauważył mój starszy syn. Potem oczywiście były dziecięce rozważania jak rekiny i inne ryby robią kupę a ja obserwowałam płaszczkę, która moim zdaniem rzucała w nas z góry kamykami. Ale to pewnie tylko takie moje wrażenie.
        Dzieciom podobały się hipopotamy, krokodyle, manaty, które uroczo i leniwie konsumowały sałatę. Przed większością basenów są ławki, więc można wygodnie podglądać wodne życie zwierząt. Można też coś przekąsić w restauracji a jednocześnie zerkać z góry na pingwiny oraz kotiki.
        Pamiętam Wrocławskie ZOO jeszcze z czasów zarządu Państwa Gucwińskich. Mieszkałam pięć lat w pobliskim akademiku i czasami wybierałam się tam na spacer. Z całym szacunkiem dla autorów „Z kamerą wśród zwierząt” i sympatią, bo uwielbiałam ich program, to jednak nie odnaleźli się oni w nowym systemie gospodarczym. Muszę przyznać, że obecnie ZOO pięknieje w oczach. Miło jest oglądać zwierzęta na wybiegach dostosowanych do ich potrzeb. Kiedyś spacerując po ogrodzie zoologicznym zastanawiało mnie dlaczego zarząd nie wykorzystuje całego dostępnego miejsca. Pamiętam widok spasionych kotów wylegujących się na dość dużym skwerku pomiędzy starymi drzewami. Po pierwsze, skąd koty w zoo a po drugie dlaczego w tym miejscu nie ma wybiegów dla zwierząt, tyle przestrzeni zmarnowano, myślałam. Teraz na tym właśnie skwerku jest wybieg dla kapucynek. Odpowiednio zabezpieczono teren i małpy mogą skakać po drzewach.
        W nowym ZOO znalazło się też miejsca dla Odrarium, czyli ekspozycji przybliżającej życie mieszkańców rzeki. Są akwaria z rybami słodkowodnymi, a ich dachy obsadzono nadrzeczną roślinnością. Wszystko pięknie i tylko jak czytam tablice informacyjne, to jako rodowita nadodrzanka czuję duży niesmak. Jest kilka słów o flisakach, o dawnym szlaku transportowym, o wykorzystywaniu rzeki w czasie wojny a potem tylko tyle, że po wojnie wyremontowano większość budowli hydrotechnicznych i obecnie Odra jest żeglowna na prawie całym swym biegu. Jest też sporo na temat walorów ekologicznych rzeki ale ani słowa na temat całego pokolenia marynarzy żeglugi śródlądowej. Pochodzę z nadodrzańskiego miasteczka, gdzie było bardzo dobre Technikum Żeglugi Śródlądowej. Pamiętam moich rówieśników idących w mundurach do szkoły. Pamiętam też barki pływające po Odrze i tętniący życiem port. Jeszcze 10 lat temu pisałam pracę magisterską na temat prywatyzacji żeglugi śródlądowej i przeprowadziłam ponad setkę wywiadów z marynarzami dla których rzeka była całym życiem. Teraz w wyniku wieloletnich zaniedbań po Odrze faktycznie pływa się trudniej ale pływać można i są tacy co nadal żyją z transportu śródlądowego. Jest też kilka stoczni które dają zatrudnienie wielu ludziom a swoje statki transportują właśnie Odrą dalej w świat. Dlaczego więc przemilcza się to wszystko i młodemu pokoleniu wbija do głowy, że Odra ma fantastyczne walory ekologiczne i rekreacyjne. Dlaczego wmawia się, że budowle hydrotechniczne uniemożliwiają migrację a przemilcza fakt, że istnieją przepławki dla ryb. Dlaczego wmawia się, że kontrolowane wylewy wód w terenach niezamieszkałych są najlepszą ochroną przeciwpowodziową. Tylko jak kontrolować te wylewy, gdy budowle hydrotechniczne nie są budowane a istniejące remontowane. Czytając tablice w Odrarium czułam co najmniej niesmak. Zupełnie przemilczano kilkadziesiąt lat życia kilku pokoleń marynarzy. Pominięto walory transportowe  rzeki, zapominając, że transport śródlądowy mógłby znakomicie odciążyć przeładowane drogi i zakorkowane miasta. A najgorsze, że na przeciwległych szalach stawia się dobrostan nadrzecznych ekosystemów oraz transport jakby to się wzajemnie wykluczało.
        Po kilku godzinach spędzonych w ZOO szliśmy już zmęczeni do wyjścia i starszy syn wymieniał jakie widział zwierzęta. Mówił, że widział zebry, żyrafy, lwy, rekiny, płaszczki, kolorowe ryby, hipopotamy, krokodyle, syreny, czyli manaty, pingwiny, kotiki, foki, nosorożce, surykatki, niedźwiedzie, wilki, kangury i już chyba więcej nie pamięta. Na to młodszy syn, maszerujący kilka kroków za nami, krzyczy rozczarowany, że on nie może iść jeszcze do domu, bo nie widział jeża :lol: