Czyn społeczny

        Dom wybudowany, urządzony w całości, więc przyszła pora na ogród. Posprzątaliśmy już nasz pobudowlany ugór, przygotowaliśmy teren do dalszych prac. Termin u brukarzy mamy już zaklepany. Teraz jeszcze dopracowujemy szczegóły tarasów, ścieżek, oświetlenia, ogrodzenia. Wszystko na razie odbywa się na papierze ale lada tydzień ekipa wkroczy do ogrodu i będzie się działo. Czyli będzie tak jak lubię bo na razie zionie nudą.
        Wczorajsze przedpołudnie minęło nam bardzo leniwie. Dzieci wyciągnęły swoje maszyny rolnicze i uprawiały pole a my wygrzewaliśmy stęsknione słońca ciałka. W naszym ogrodzie nie mamy teraz co robić. Planowaną wcześniej wycieczkę w góry też przełożyliśmy, bo chłopcy po południu mieli iść na imprezę urodzinową do kolegi. Wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową po okolicy a po obiedzie szukaliśmy jakiegoś pożytecznego zajęcia. No i znaleźliśmy. Skoro nie mieliśmy co robić w swoim ogrodzie, to ruszyliśmy z grabiami do pobliskiej rzeczki. Wyłowiliśmy śmieci, wygrabiliśmy brzegi, od razu zrobiło się ładniej. Przy okazji nazbieraliśmy chrustu i zrobiliśmy wielkie ognisko. Chłopcy byli zachwyceni.
        Wzbudziliśmy spore zdziwienie wśród sąsiadów. Żartowali, że szykujemy sobie kąpielisko. Prawda jest taka, że jak człowiek przez lata jest przyzwyczajony, że co sobotę coś tam w swoim ogrodzie grzebie to nagle taka bezczynność go męczy.  Po prostu brakowało nam tej ogródkowej aktywności fizycznej, do której przyzwyczailiśmy się mieszkając w starym domu. Człowiek jak musi pracować, to często narzeka, że to męczące, że musi czas poświęcić. Dlatego nasz czyn społeczny wzbudził takie zdziwienie. Ale nam sprawił dużą przyjemność. Poruszaliśmy się a najważniejsze, że mamy ładny widok z okna i satysfakcję z dobrej roboty.
        Gdy mieszkaliśmy w bloku we Wrocławiu, kilka razy w roku ruszałam z wielkim workiem na skwerek przed balkonami i sprzątałam śmieci. Inni mieszkańcy patrzyli na mnie z okien jak na jakieś dziwadło. Nikt się nie przyłączył a ja nie miałam ochoty na nagabywanie i namawianie sąsiadów na wspólne sprzątanie. Sama nie byłam tym zmęczona, pół godzinki roboty i od razu miałam uśmiech na twarzy patrząc na ładny teren. Nie lubię narzekania, że brzydko, że naśmiecone, że miasto/gmina/urzędnicy nic nie robią. Wolę sama zakasać rękawy i nie czekać tylko zmieniać rzeczywistość. Nie znoszę słuchania, że ktoś się powinien tym zająć i szczerze mówiąc zupełnie nie rozumiem, jak można w piękny dzień siedzieć na przykład przed telewizorem, pierdzieć w stołek i marudzić jak mu źle. Można się ruszyć, dotlenić, ładnie opalić a jednocześnie zrobić coś pożytecznego. Więc mieszkańcy bloków, nie macie co zazdrościć właścicielom domków jednorodzinnych, sami też możecie popracować w terenie i mieć z tego dużo radości.

7 myśli nt. „Czyn społeczny

  1. ~Dorota z Maminkowa

    Ty wiesz, jak ja to popieram ;) i ja wiem, jak u Ciebie z czynami społecznymi i tu się dogadujemy doskonale :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>