Oswajamy nowy dom

Milczę i milczę już od miesiąca a tak dużo się u na dzieje. Ale dzień za krótki, aby ze wszystkim się wyrobić i człowiek po nocach nadrabia, więc nie ma kiedy pisać.
        Mieszkamy już w nowym miejscu i stopniowo je udomawiamy a siebie oswajamy z nowymi wnętrzami. Człowiek musi się przyzwyczaić co, gdzie stoi w kuchni, gdzie wisi ręcznik w łazience, a gdzie najlepiej odkładać klucze. Utrudnia nam to trochę fakt, że wiele rzeczy nie ma jeszcze swojego stałego miejsca, bo nie wybrałam jeszcze wieszaków na ręczniki a w kuchni co rusz robię roszady, bo szukam optymalnego rozłożenia przyborów.
        Dzieci całą przeprowadzkę znoszą bardzo dobrze i nie tęsknią za starym domem. W przeciwieństwie do mnie, bo wylałam sporo łez patrząc na posprzątane, stare kąty. Spędziłam samotne dwa dni w byłym domu. Szorowałam go na błysk a jednocześnie wspominałam różne chwile tam przeżyte. Panującą ciszę przerywały hałasy zza ściany, przypominające, że to bliźniak i utwardzające mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy sprzedając dom. Ale z drugiej strony, żal mi było ogrodu i doskonałej lokalizacji. Cóż, rośliny urosną również na nowej działce, a wcale nie jest przesądzone, czy za jakiś czas znowu nie sprzedamy domu i nie wrócimy na stare śmieci.
        Na razie trzeba trochę odpocząć po budowie i nacieszyć się nowym domem. A powoli zaczynamy się cieszyć, bo w końcu zaczyna być po domowemu. Pierwsze dni były najgorsze. Nie mieliśmy kuchni, drzwi wewnętrznych, umywalek i rolety w oknie w łazience. Gotowanie wówczas zupełnie sobie odpuściłam. Po kilku dniach na suchym prowiancie, domowe obiadki zaczęły wszystkim lepiej smakować i teraz jadamy całą rodziną przy stole. Biorąc prysznic człowiek czuł się jak na pływalni, gdzie wszystkie kabiny są otwarte. Nie mamy standardowej kabiny prysznicowej, tylko prysznic jest wydzielony za ścianką, a jak dodać do tego brak drzwi i rolet w oknie, to robi się ciekawie. Na szczęście drzwi przyjechały wcześniej niż było planowane, pan od rolet też szybciutko zrobił swoją pracę i już nie muszę obwieszać okna i drzwi jakimiś szmatami.
        Z prac do wykonania zostały nam jeszcze schody, które panowie właśnie montują i po których ponoć lepiej nie chodzić. Najlepiej nad nimi lewitować bo wszystko może je porysować a zwierzęta w domu to już w ogóle porażka. Panowie właśnie mnie uświadomili, że wybrałam taki kolor, co to na nim wszystko widać, każdą ryskę a naprawić to się tego nie da, bo jeszcze gorzej będzie. „Piękne sobie pani schody wybrała ale szkoda, żeby zaraz były porysowane, więc lepiej nie chodzić” – słyszę od nich co chwilę. Zamieszkamy w salonie, w końcu mamy tam rozłożony materac, więc spać jest od razu na czym. A materac mamy rozłożony dlatego, że nasze kanapy pojechały do renowacji i słuch po nich zaginął. Pan obiecywał, że zabierze jedną kanapę ze starego domu, obije ją nowym materiałem, przywiezie do nowego domu i wtedy zabierze drugą kanapę i za kilka dni też ją przywiezie. Mąż się ucieszył, bo w ten sposób sprawę przewożenia kanap miał z głowy. Miały one jechać trochę dłużej a w międzyczasie ulec odnowieniu. Ale koniec końców Pan zabrał od razu wszystkie kanapy bo tak ponoć będzie szybciej ale już są spóźnione ponad tydzień. Mają być jutro, choć dzieci wcale się z tego nie cieszą, bo teraz mają fantastyczną trampolinę w salonie. Psy też nie narzekają, bo materac traktują jak wielkie legowisko, a i my w końcu na ich poziomie przebywamy. I ja też muszę przyznać, że taki wielki materac przed telewizorem to super sprawa, człowiek się wyciągnie wygodnie a mimo wszystko, dla każdego starczy miejsca. Tylko trochę gorzej się z niego wstaje.
        A pozostając w temacie wstawania, to dzieciom bardzo dobrze śpi się w nowych pokojach. Obawiałam się, że nie będą chciały spać osobno, bo wcześniej mieli wspólny pokój. Pierwszego wieczoru nie mieliśmy jeszcze złożonego łóżka, więc rozłożyliśmy ich materace w pokoju młodszego, ale starszy zaprotestował i powiedział, że on śpi w swoim pokoju. Młodszy przytaknął, że on się nie zgadza, żeby ktoś spał w jego pokoju i każdy ma spać u siebie. Bez żadnego strachu i płaczu przespali noc w swoich nowych pokojach.
        I kończąc już, oprócz schodów, zostały nam do zrobienia listwy przypodłogowe na dole, kominek i cała masa dupereli takich jak powieszenie lamp, które najpierw trzeba kupić a powoli nie ma za co. Podobnie jest z zasłonami, ale tutaj gorzej bo nie mogę znaleźć do salonu takich jak sobie wymyśliłam i jednak trzeba będzie je szyć. Materiał już zamówiony. Do szycia będą też poduszki i serwetki na stół a wszystko z tego samego, marynistycznego materiału. Zapowiada się ciekawie, w kolejnych wpisach zaczną się zdjęcia, o które już mnie podpytujecie ;-)

10 myśli nt. „Oswajamy nowy dom

    1. ~ewka

      Fajny melancholiczny wpis. Ja też tak mam że się przyzwyczajam do starych gratów. Wspomnienia dają górę, ale po max miesiącu nie zamienisz nowego miejsca na żadne inne. Na szczęście człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Ze schodami to nie prawda że się porysują. Od czego niby? Przecież po domu w butach się nie chodzi, poza tym są z jesiony lub dębu więc twardego drzewa. U nas w sypialni podłoga z sosny ma wgnioty delikatne drzewo, ale schody z jesionu są niezniszczalne. Do tego twardy lakier i bez obaw. Zwierzęta w domu? A kysz na podwórku ich miejsce i będą zadowolone z całej posesji dla nich. Listwy przypodłogowe na allegro są tańsze niż lokalnie. U nas listwy są w połowie domu na resztę mąż szuka czasu i natchnienia :), lampy w połowie pomieszczeń i niestety już się przyzwyczailiśmy do samych oprawek z żarówką /zresztą kto zadziera nos na sufit, jedynie w łazienkach się na nie patrzy/. Pozdrawiam ciepło i zapraszam do mnie na świąteczne inspiracje.

      Odpowiedz
      1. socjoblozka Autor wpisu

        Mamy plan, żeby przed Świętami skończyć z wszystkimi pracami. Z reguły jest tak, że jak się nie zrobi wszystkiego od razu to potem, tak jak piszesz, człowiek przyzwyczaja się do żarówek i nie ma motywacji do dokończenia wszystkiego. Dlatego lampy już zamówione, zasłony się szyją, mam nadzieję, że kurierzy dotrą z nimi jeszcze w tym tygodniu.
        Pozdrawiam serdecznie.

        Odpowiedz
  1. ~kitka

    Fachowcy zawsze lepiej wiedzą… Mój pan od kuchni stwierdził, że blat z litego drewna (palisander) to od razu zniszczę – jakoś przez 6 lat jeszcze mi się nie udało :-(((
    Pan, który przywiózł kanapy, widząc koty pokiwałl głową i rzekł – o za 2 lata będziemy zmieniać obicie. Koty mają drapak i żaden nigdy nie zaczepił kanapy choćby pazurkiem.
    Podłoga drewniana lekko porysowana, ale w końcu dom jest do mieszkania.
    Jak się wprowadzałam to też nie miałam drzwi i balustrady…
    Powodzenia i wesołych świąt w nowym domu!!!

    Odpowiedz
  2. ~Internautka

    Ma Pani nowy dom i życzę wielu spędzonych radości w nim ;) za starym ? proszę nie płakać , tam Pani pielesiła kąty teraz będzie Pani to samo robić ale w nowy m zapewne cudownym domu . I tego Pani życzę , nie tylko pracy w nim ale przede wszystkim odpoczynku ;)

    Odpowiedz
  3. ~Paulina

    Witaj, nowe mieszkanie, nowe życie ;)
    znam to, choć nigdy nie możemy zapomnieć o tym co było, musimy pielęgnować wspomnienia :):)
    a kwestia wystroju – czy przy ogromnym budżecie, czy przy tym skromniejszym to naprawdę świetna sprawa i dobra zabawa :):)
    ps. gdy wnętrze nie będzie nowoczesne zbyt – polecam buszowanie po seconhandach za niepowtarzalnymi oryginalnymi koronkami :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>