Kot przeprowadził się pierwszy

        Nasza kocica została wyznaczona do misji specjalnej ponieważ przenosząc meble z garażu do pokoi, zobaczyliśmy na nich ślady bytowania gryzoni. Inaczej mówiąc, świeże kupy. Panowie od wykończeniówki mówili nam, że myszy pchają się z pola do domu. W końcu zbliża się zima, a że miały garaż wiecznie otwarty to się wprowadziły. Liczyłam na to, że nie wejdą na salony, ale im się luksusów zachciało, więc prędzej czy później, czeka je spotkanie z naszym kotem.
        Wolę prędzej, bo nie chcę oglądać tej rzezi niewiniątek. Bromba, mimo dojrzałego wieku, jest bardzo łowna, co zawsze udowadnia zostawiając nam prezenty na tarasie. Teraz ma okazję pokazać jaka z niej sprytna bestia.
        Nowe miejsce jej nie przeraziło. Co prawda, najpierw nie chciała wyjść z kontenerka, a gdy się odważyła, oglądała wszystko wielkimi oczami i nerwowo merdała ogonem. Jednak już po krótkiej chwili miauknęła, jakby chciała powiedzieć: czyli tu wywieźliście wszystkie meble, to jest ten nasz nowy dom. Oglądała nowe ściany ale stare meble i sprzęty sprawiły, że szybko poczuła się jak w domu. Rozwaliła się na kanapie i głośno mruczała zachęcając do głaskania. Przypomniałam jej, że czeka nas pracowita noc. Ją polowanie a mnie sprzątanie. Zabrałam odkurzacz i zostawiłam kota na posterunku.
        A dzisiaj jest ostatnia noc w naszym starym domu i jakoś tak mi dziwnie. Człowiek już jedną nogą na nowych włościach, ale przecież źle nam tu nie było. Mamy tyle wspomnień związanych z tym miejscem, tyle się wydarzyło, co nieco nas denerwowało, ale w przeważającej mierze, myślę dobrze o tym domu i miejscu. Co prawda, dom to nie tylko mury, to nie pomalowane ściany i rozprowadzone instalacje. Dom tworzą ludzie. My ten dom tworzyliśmy tutaj i nadal będziemy go tworzyć, tylko 7 km dalej.
        Najważniejsze, że jesteśmy razem, że nas ta budowa nie wykończyła psychicznie, bo niektórzy inwestorzy na to narzekają. Owszem, były nerwowe momenty, nadal jest wiele do zrobienia, ale widać, że wszystkich cieszy osiągnięty cel. Mąż jakby złagodniał. Wcześniej stresował się moimi instalacyjnymi wynalazkami. Kolejni wykonawcy słysząc, że ogrzewamy dom prądem łapali się za głowę, a to nie jest budujące, gdy każdy wokół powątpiewa w  wybory człowieka. Ale wiemy już, że jest dobrze, nie zwariowałam.
        Dzieciom bardzo się podoba w nowym miejscu. Poznali już sąsiadów. Do przedszkola i tak jeżdżą autem, więc na razie nie odczują różnicy. Cieszą się na myśl o przeprowadzce, a ich uśmiechnięte buzie uspokajają mnie. Martwiłam się, czy budowa domu nie odbije się na nich negatywnie, ale widać, że dzieci odnajdują się w różnych sytuacjach. Poczuciem bezpieczeństwa dla nich jest mama i tata a nie stare i znane mury, nie boją się zmiany. Dzielne i grzeczne z nich chłopaki.  Choć okropnie nie chce im się sprzątać w starym domu. To nic dziwnego, bo mi też się nie chce. Dużo bardziej wolę latać na szmacie w nowym  i takim ślicznym i takim moim i takim och ach domku, że komu by się chciało w tym starym podłogi myć. No ale ktoś musi. Trzeba utrzymać jakiś porządek i dom przekazać w należytym stanie. To nic, że nowi właściciele zaraz wejdą z remontem, ale skoro się obiecało, że dbać będę jak o swoje, to wysprzątane będzie. Tylko jakoś tak człowiek serca do tego nie ma, robi bo robi ale myślami już gdzie indziej. Tak samo dzieci. Tutaj muszę się nagadać, nastarszyć, nagderać, żeby choć trochę ogarnęli swoje zabawki. Ale za to w nowym domu… Młodszy wszedł do swojego urządzonego pokoju, pycho mu się uśmiechnęło, sprawdził stan zabawek, docenił matczyny dobór kolorów, kwitując krótko, że ładny niebieski i przystąpił do zabawy. A na koniec gonił starszego brata, którego pokój jeszcze w powijakach i korzysta z gościnności Pawła, żeby sprzątał zabawki. Widać, że dzieci też doceniają, gdy wszystko jest takie nowe, ale one mają więcej luzu. Już narobiły śladów swoimi małymi łapkami na ścianie w korytarzu i na schodach a młodszy mądrze dodał, że trzeba było malować na ciemniejszy kolor, bo przecież on się zawsze o ścianę opiera.
        I to jest właśnie nasz dom, te odbite łapki na ścianie…   …bo, gdy pójdę zaraz na górę do starej sypialni, to na schodach znowu zobaczę te ślady paluszków  co się trzymały ściany zamiast poręczy i znowu sobie powiem, że u nas to chyba trzeba lamperie malować. A jutro już ujrzę pierwsze dziecięce odciski na nowiutkiej ścianie i poczuję się jak w domu…

6 myśli nt. „Kot przeprowadził się pierwszy

  1. anna

    Dobrze, że masz taką łowną kotkę, bo mój kot to jedynie mógłby zalec na jakimś wygodnym fotelu. :) I koniecznie napisz o pierwszej nocy w nowym domu. :)

    Odpowiedz
  2. ~Joana

    Hmm, mówią, że zima ma być łagodna, ale po zachowaniu myszy wynikałoby, że raczej będzie odwrotnie. U mnie w bloku powiesili karteczki o wystawieniu trutki, czyli ktoś coś musiał zgłaszać. No i wczoraj sąsiadka (z drugiego piętra) pytała mnie, czy nie mam myszy. Bo ona ma. I pół nocy łapali zwierzątko w kuchni.
    To jak obstawiacie? Zima będzie zimna czy łagodna?

    Odpowiedz
  3. ~korek115

    Tyle emocji w tej przeprowadzce, tyle serca w tej rodzinie! Tyle uczuć…. Nie mówie o pracy i pieniądzach…Życzę dobrych nocy w nowym domu i samych wspaniałych chwil. Niedaleko się przeprowadziliście- to będziecie tam czasem spogladac na ” stare kąty’. A w odkrywaniu nowego- pewnie zakwitnie nowa milość ? Podziwiam i gratuluję z serca.

    Odpowiedz
  4. ~Mimi

    A kiedy zobaczymy zdjęcia z nowego domu? No i jak tam już po przeprowadzce? Jestem na Twoim blogu już dwa lata i niezmiernie lubię tu zaglądać. Tworzycie bardzo ciepłą i kochającą rodzinę i bardzo miło czyta się o waszych przygodach jak i zwykłych dniach. Pozdrawiam i czekam na relację z pierwszej nocy w nowym domu:) Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      Miło mi, że mam tak wiernego czytelnika :) Dziękuję za ciepłe słowa.
      W nowym domu niestety mam bardzo słaby zasięg internetu. Pracujemy już nad tym, żeby go poprawić, ale na razie trudno mi cokolwiek wrzucić na bloga. Mam też bardzo mało czasu. Rozpakowanie i oswajani nowej rzeczywistości jest dość czasochłonne. Teraz czekam na wymianę opon i korzystam z wi-fi :) Lada dzień się odezwę i opowiem jak się mieszka.

      Odpowiedz
  5. Lunka1969

    Wygląda na to, że powinniśmy zdecydować się na kota bo i u nas myszy jesienią gnają do salonu.Ostatnio w pozbyciu się gryzonia wyręczył nas kot sąsiadów.Ale ile można korzystać z jego talentów łowczych? Co do kota mam tylko jedną obiekcję: wiadomo, że chodzą sowimi drogami, martwi mnie jednak, że będzie polował na ptaki, których w naszych okolicach jest dostatek.A dzwoneczek na szyi kota dzowniący przy każdym jego ruchu doprowadziłby mnie do szału. Martwię się także aby ewentualnego kota nie rozjechał samochód, mamy niedaleko dość uczęszczalną drogę po któej Lokalsi uwielbiają jeżdzić na motorach ii tego typu ustrojstwach. Kot sąsiadów uwielbia kończyć akt zabóstwa myszy w domu. Przynosi taką lekko podduszoną do salonu i chwilę na nią jeszcze poluje, pozwala jej niby uciec, a potem zostawia pod fotelem woreczek żółciowy gryzonia.Brrr!
    ps czy da się oduczyć kota buszowania po kuchennych blatach? Ufff, wyczerpałam listę wątpliwości…Poradzisz coś?
    Co radzisz?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>