Dzienne archiwum: 10 lutego 2014

Ja tego nie kupuję

        Każdy mówi dziś o Kamilu i nic dziwnego, bo jego wyczyn był genialny. Gratulujemy i cieszymy się ogromnie z olimpijskiego złota. A gdy tryskaliśmy radością i czekaliśmy na połączenie ze studiem ciekawi komentarza innego genialnego skoczka, na kolana powaliła nas ilość reklam. Mnie natomiast wyjątkowo mocno zastanowiła ich treść.
        Czy wiecie, że z całego bloku tylko jedna reklama dotyczyła piwa a wszystkie pozostałe zachwalały przeróżne specyfiki farmaceutyczne? Jakimż chorym społeczeństwem musimy być, skoro w najdroższym bloku reklamowym lekarstwa wygrały z alkoholem i przekąskami. Chyba już tak bardzo struliśmy się śmieciowym jedzeniem, że teraz potrzebujemy cudownie leczących specyfików.
        Z reklam dowiedziałam się, że w moim wieku powinnam odczuwać milion różnych dolegliwości od bólu głowy poprzez katar, zgagę po hemoroidy i nietrzymanie moczu. Każdy z nas cierpi na niedobór witamin a moje biedne dzieci na pewno mają osłabioną odporność i są okropnymi niejadkami. Ale proszę się nie martwić, od czego mamy cudowne pigułki, syropki i maści, które jak zachwalają koncerny farmaceutyczne, leczą przyczynę a nie skutki. W co drugiej reklamie podkreślano, że ten konkretny lek jest na bazie ziół i czerpie z natury to co najcenniejsze. Jest w 100% naturalny, bez chemicznych dodatków za to pełen witamin i dobroczynnych minerałów. Wszystko to ubrane w genialne spoty reklamowe, pełne troskliwych mam i żon, którym sen z powiek spędzają wredne bakterie i wirusy ale z pomocą przychodzi specjalista, budzący zaufanie lekarz lub farmaceuta i podaje nam nowy cudowny lek na wszystkie nasze bolączki. Po nim, niczym po dotknięciu czarodziejskiej różdżki znikną nasze kłopoty, dzieci będą zdrowe i radosne a mąż skończy marudzić i ucałuje nas w czoło w podzięce za uratowanie szczęścia rodzinnego. Trochę tą idylle psuje szybki komunikat na koniec, że każdy lek stosowany niewłaściwie może zagrażać życiu lub zdrowiu…
        Ale ja tego nie kupuję. I nie dlatego, że nie mamy problemów ze zdrowiem, bo miewamy. I nie dlatego też, że na mnie jako socjologu reklamy nie robią wrażenia, bo robią. Ale dociera do mnie połowa przekazu z reklam. Zgadzam się, że niezdrowy styl życia, zła dieta i brak ruchu powodują kłopotliwe dolegliwości, zgadzam sie też z tym, że natura daje nam to co najcenniejsze. Tylko ja akurat wolę czerpać z tej natury bezpośrednio a nie zamierzam nabijać kabzy koncernom farmaceutycznym. Skoro wiadomo, że czosnek ma genialne właściwości zdrowotne a określone zioła pomagają na różne dolegliwości, to wolę sięgać właśnie po nie a nie po specyfiki na ich bazie. Jeśli wiem w jakich produktach występują określone witaminy to wolę jeść pyszne owoce i warzywa niż łykać garść pigułek. I wiecie co, okazuje się, że coraz więcej ludzi ma podobne zdanie i szuka prawdziwej przyczyny swoich dolegliwości a nie leczy się cudownymi tabletkami rzekomo zwalczającymi powody dolegliwości a nie skutki. Coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że śmieciowe jedzenie nas truje. Częściej czytamy etykiety, gotujemy na bazie zdrowych surowców a nie półproduktów, używamy ziół a nie kostek z glutaminianem sodu. Coraz więcej ludzi wie, że zdrowie zależy od zdrowego stylu życia a nie od leków najnowszej generacji i może dlatego koncerny są coraz bardziej agresywne w swoich reklamach i zalewają nas z każdej strony.