Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Sesja egzaminacyjna

        Czuję się jak za czasów studiów bo właśnie zaliczam zimową sesję egzaminacyjną z budowy. Ganiam z moim magicznym notesem pomiędzy wykonawcami, kierownikiem budowy, składami budowlanymi niczym z indeksem od doktora do profesora. Zbieram wyceny jak zaliczenia.
        Można zapytać, dlaczego czuję się jak egzaminowana, przecież to ja rozdaję karty i wybieram oferentów. Ale musicie wiedzieć, że ostatnie tygodnie ostro zakuwałam. Przewertowałam kartony prasy branżowej, prześledziłam wszystkie możliwe fora internetowe i robiłam to z dużo większym zapałem niż studiowanie teorii socjologicznych. A gdy już wiedziałam z czego chcę budować nasz domek, jak go ocieplić,  ogrzewać i czym kryć, to wybrałam się na spotkania z wykonawcami. Pewna słuszności swoich decyzji, byłam gotowa na rozmowy z fachowcami. Ponadto nie chciałam wyjść na ufryzowaną i umalowaną lale, która nagle postanowiła, że wybuduje domek, tylko na zorientowaną i zdecydowaną panią inwestor. Co oczywiście nie zmienia faktu, że na spotkania nie chodzę bez makijażu i zrobionych włosów :-)
        Wszystkie rozmowy prowadziłam z panami, w końcu branża budowlana to domena mężczyzn. Spotkania były sympatyczne ale bardzo fachowe. Wbrew temu co się spodziewałam, traktowana byłam jako równorzędny partner w rozmowie, co utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze się przygotowałam. Co prawda po kilku spotkaniach wróciłam do domu głupsza niż wyszłam, bo panowie pytali o szczegóły a jedna decyzja niosła szerokie konsekwencje, więc omawiając wykończenie komina wracaliśmy do fundamentów a ustalając grubość ocieplenia, zmienialiśmy wykończenie dachu i tak kilka razy przewertowaliśmy projekt. W konsekwencji wróciłam do domu skołowana natłokiem informacji ale mimo wszystko szczęśliwa, bo już coś się dzieje. Potem niczym Scarlett O`Hara, postanowiłam, że muszę się z tym przespać, niestety wbrew oczekiwaniom męża  :-) Ale rano wstałam z oczyszczoną głową, gotową do podejmowania kolejnych decyzji.  
        Budowa wyjątkowo mocno mnie angażuje, ale taki był plan. Aby cała operacja zamiany domów nam się opłacała, trzeba wiele prac wykonać samemu a nie zlecać firmie. Dlatego sama szukam wykonawców na poszczególne prace, zamawiam materiały i ogólnie organizuję budowę. Trzymajcie za mnie kciuki, bo właśnie czeka mnie podpisywanie umów, czyli ważne decyzje a sesji poprawkowej nie będzie.

Takie tam…

        Ostatnie tygodnie upływają nam na planowaniu budowy oraz załatwianiu formalności. Zimę wykorzystuję też na uporządkowanie spraw domowych, aby potem nic nie zaprzątało mi głowy, bo będę mocno zaangażowana w budowę. To oczywiście trochę złudne przeświadczenie, bo jak wiadomo, życie lubi sprawiać niespodzianki i nie sposób wszystkiego zrobić na zaś.
        Niemniej jednak staram się wykonać teraz badania, które młodszy miał zlecone już w ubiegłym roku ale skończyły się limity i odesłano nas z kwitkiem. Zmieniliśmy też nasz sposób odżywiania na dużo zdrowszy, ale to osobny temat, dziś nie o tym.
        Nasza budowa nie osiągnęła jeszcze poziomu 0, nie wbito ani jednej łopaty na naszej działce a my z mężem już się meblujemy. Przeglądamy katalogi, internet i planujemy wystrój łazienek oraz układ kuchni. Za wcześnie? Potem nie będzie na to czasu. Trzeba będzie zamawiać, kupować i wykańczać. Nie będzie czasu na zastanawianie się jaki styl i jakie kolory. A co do stylu, to właśnie prowadzimy z mężem długie debaty bo on chce kuchnię na wysoki połysk a ja klasyczną elegancję. Co do jednego jesteśmy zgodni, meble mają być jasne. Mi marzy się do tego gruby, drewniany blat w kolorze okien i podłogi. Może to brzmi trochę banalnie, ale decyzja o rodzaju zabudowy kuchni determinuje wystrój pozostałych pomieszczeń, zwłaszcza gdy jest ona otwarta na salon i jadalnię. Nie chcemy kupować nowych mebli i dekoracji, więc szukamy pięknej i funkcjonalnej kuchni w podobnym stylu. Wymaga to trochę zaangażowania ale ja akurat lubię takie wyzwania. Mam już nawet naszą kuchnię przed oczami, ale muszę jeszcze do niej przekonać męża. Nowoczesne kuchnie również bardzo mi się podobają, ale taka nie będzie pasowała do naszych obrazów, drewnianych mebli i w ogóle do nas.
        Dzieci oczywiście przysłuchują się naszym rozmowom, czasem zerkają na rysunki, bo oczywiście zaprojektowałam już ogród. To akurat poszło bardzo szybko. Kilka lat praktyki w pracach ogrodowych i wiem już co i gdzie posadzić, jak wytoczyć alejki i rozmieścić oświetlenie. Najchętniej już grzebałabym w ziemi ale ogród musi poczekać przynajmniej do przyszłej wiosny.
        A na koniec przemyślenia moich dzieciaków. Starszy oznajmił, że jak będzie dorosły to też sobie wybuduje dom na naszej nowej wsi, żeby być blisko nas bo chce nas często odwiedzać. Oczywiście wzruszył mnie tym do łez, na co Młodszy zastanowił się i powiedział, że wybuduje rzekę do naszego nowego domu, żeby mógł do nas przypływać statkiem. Odkąd zachwycił się morzem, cały czas twierdzi, że będzie kapitanem ale pomysłem na kopanie rzeki zaskoczył mnie. Zwłaszcza, że jego Dziadek ma w swoim życiu epizod z kopaniem kanału a obecnie aktywnie działa na rzecz uaktywnienia polskich rzek. No cóż, przynajmniej wiadomo po kim Młodszy ma zamiłowanie do wody.