Kilka scenek z życia

 
        Sytuacja jest napięta jak baranie jajca – zwykł mawiać mój mąż w takich okolicznościach. Nadal trwamy w napięciu, załatwiamy formalności i podejmujemy ważne decyzje dotyczące naszego obecnego i przyszłego miejsca zamieszkania. A dla odprężenia kilka scenek rodzinno – przedszkolnych.
        Nie mogę ostatnio spać, budzę się każdego dnia około 4tej i myślę, kalkuluję oraz sprawdzam w głowie terminy. Wiercę się przy tym niemiłosiernie, więc czasem schodzę na dół na kawkę bo i tak z mojego snu już nic nie będzie. Odkryłam ostatnio dzięki temu, że nasza Saba, której nie wolno wchodzić na łóżka, śpi sobie smacznie całą noc na kanapie. Schodzę po cichutku, aby nie budzić rodziny, ale nie na tyle cicho, żeby uśpić czuły słuch psa. A jednak. Saba śpi tak smacznie, że nawet gdy zaparzam kawę, to dalej chrapie. Budzi ją dopiero jakieś głośniejsze stuknięcie szafką, ale wtedy cichutko, „na paluszkach” idzie na legowisko i po chwili przybiega uradowana, że niby cały czas spała u siebie. To zadziwiające, że jeśli zajdzie taka potrzeba, pies potrafi iść cichutko jak kot. A kot czasem potrafi tupać jak stado koni. Zwłaszcza kiedy chce mieć szybko pełną miskę. A tak na marginesie, to nasza kotka domaga się ostatnio podwójnych porcji. Zrobiła się okrągła i puszysta. Czyżby zima była coraz bliżej? Brrr…
        Ostatniej nocy myślałam, że wołał mnie młodszy syn. Ale okazało się, że cały czas śpi i tylko gada przez sen. Poleżałam z nim kilka minut. Śniło mu się coś ładnego, bo co chwilę się uśmiechał, mamrotał, że fajnie i jeszcze. Rano opowiadał, że śniło mu się jak jeździł na koniku cioci. Czyżby odziedziczył po mamusi miłość do hippiki.
        Zadziwia mnie to, jak dwóch braci, z jednej matki i ojca, wychowywanych według tych samych zasad potrafi być skrajnie różnych. Wczorajszy przykład. Gdy odbieram starszego syna, to buzia mu się nie zamyka. W jednej chwili chce mi opowiedzieć wszystko: z kim się bawił, czego się nauczył, co jadł, co widział, co jutro będzie robił, z kim się umówił i kiedy pojedziemy do tego fajnego kolegi, „no powiedz mamo, kiedy, no kiedy”. Natomiast młodszy syn w tym czasie milczy. Na moje pytania odpowiada z lekkim znudzeniem:
- Jak było w przedszkolu?
- Normalnie
- A co robiłeś?
- Nic
- Bawiłeś się z kimś?
- Nie
- Nauczyłeś się czegoś?
- Niczego
- A co było na obiad?
- Nic
- Nauczyłeś się już piosenki na jutrzejszy występ?
- Tak
- Zaśpiewasz?
- Jutro usłyszysz, na występie.
Mam nadzieję, że w drugą stronę jest tak samo „rozgadany” i nie wtajemnicza wychowawczyni w nasze domowe sprawy. Koleżanka przedszkolanka zawsze mi powtarza, że dzieci w tym wieku chętnie opowiadają pani o tym co się dzieje w domu. Dzieci z radością i na wyścigi zdradzają to, co rodzice woleli by przemilczeć albo przynajmniej nie opowiadać o tym na prawo i lewo. Szkoda, że nauczyciele przedszkolni nie składają przysięgi o zachowaniu tajemnicy zawodowej.
        Kilka dni temu przedszkolaki jechały do teatru. Informacje dostaliśmy już dużo wcześniej, opłaciłam bilet, podpisałam zgodę i przestałam o tym myśleć. Wiedziałam kiedy, ale to już ich kolejny taki wyjazd i nie myślałam o tym zbyt wiele, zwłaszcza, że stale myślę o sprawach domu. Jakież było moje zdziwienie, gdy w przedszkolu pocałowałam klamkę. Grupa starszego syna pojechała już na poranne przedstawienie. Młodszy w ryk, bo myślał, że też się spóźnił, ale jego grupa jechała na późniejszy występ. Starszy z pretensjami: 
- Nie przeczytałaś kartki!?
- Przeczytałam ale zapomniałam
- A nie dostałaś maila!?
- Dostałam ale zapomniałam.
Młodszy zobaczył swoją grupę i uspokoił się a starszy syn złapał się za głowę jaką ma roztrzepaną matkę. Wykonałam szybki telefon do pani, ustaliłam gdzie są i uznałam, że jak się sprężę, to dostarczę syna na miejsce. Biegniemy do samochodu, odpalam i słyszę mój ulubiony dźwięk. Przeklinam wczorajsze lenistwo bo po oczach bije blask kontrolki rezerwy paliwa. Znowu szybki telefon, tym razem do męża, łapiemy się w drodze, przerzucam dziecko do jego auta i teraz to już jego zmartwienie. Ale poradził sobie z wyzwaniem, choć wymagało to uśpienia czujności ochroniarza i przekonania go, że musi wejść z synem mimo, że nie ma biletu i ogólnie zakaz wstępu.  
        Pozostając w temacie przedszkola, to dzisiaj byliśmy na występach maluchów. Każda grupa przygotowała krótką piosenkę a potem wszyscy złożyli uroczyste ślubowanie. Dzieciaczki były dzielne, choć niektóre z najmłodszych grup bardzo płakały na widok rodziców. Jednak dorośli nie zdali egzaminu z kultury osobistej i zachowali się jak banda paparazzi. Specjalnie przyszłam wcześniej i siedzieliśmy ze starszym synem w drugim rzędzie. Mieliśmy fantastyczny widok ale tylko do czasu aż rodzice nie zaczęli wylewać się na scenę a każdy uzbrojony w aparat z ogromnym obiektywem, tablet, smartfon lub kamerę. Dzieci z najmłodszych grup płakały i wcale im się nie dziwię, bo sama też odczuwałam ogromny dyskomfort, gdy z każdej strony ktoś mnie potrącał i przepychał się. Powiem szczerze, że nie czułam się jak w przedszkolu ale jak na wystawie psów i to w ringu owczarków niemieckich, gdzie właściciele robią hałas i cuda na kiju, aby pies wyglądał na bardziej bystrego. W okolicy takiego ringu słychać różne piski i okrzyki. Tak samo było, gdy występ zaczynała kolejna grupa. Z sali padały okrzyki imion i wywoływanie kolejnych dzieci. Zażenowane maluchy, gdy słyszały swoje imię i odnajdywały w dzikim tłumie mamę czy tatę  najpierw krzywo się uśmiechały a potem uderzały w płacz. Zniesmaczeni rodzice, krzywili się, że dzieci takie nie przygotowane a panie zbytnio się nie wysiliły. Ale moje zdanie jest inne, panie fantastycznie przygotowały grupę. Dzieciaczki były przebrane w rude fartuszki, na głowie miały opaski z pędzelkami a buźki pomalowano im w urocze pyszczki wiewióreczek. Panie przygotowały jeszcze puszyste ogonki ale w panującym ścisku nie było sensu ich zaczepiać. Próba wyszła koncertowo ale szaleństwo rodziców wszystko zniszczyło i dzieci nie potrafiły skupić uwagi. Rozmawiałam z wychowawczynią i przygotują występ w grupie, w wąskim gronie, bez szaleństwa i popychania.

16 myśli nt. „Kilka scenek z życia

  1. ~zagubiona

    Ja też często nie mogę spać, ale nie z jakiś specjanych powodów. Wstaję wtedy i czytam książkę, aż oczy mi się zmęczą:) Obyście podjęli dobrą decyzję z tym mieszakniem. Wszystkiego dobrego.

    Odpowiedz
  2. ~Dorota z Maminkowa

    Zawsze mnie zadziwiało, że ja i siostra z jednego domu, mała różnica wieku, a tak jesteśmy różne, jak teraz piszesz o swoich chłopcach – mi się buzia nie zamykała, z niej nic się nie dało wydusić, ja łatwo się skupiałam na wszystkim, ona nie potrafiła zająć się niczym dłużej, ja byłam układna, ona uparta i zapalczywa. Wydaje mi się, że z wiekiem oddziaływałyśmy na siebie coraz bardziej, bo wieloma cechami się wymieniłyśmy, rozwinęłyśmy swoje braki jedna dzięki drugiej, ale nadal jesteśmy różne.
    Powodzenia w życiowych zmianach!

    Odpowiedz
  3. mama super5

    Ostatnio zaliczyłam zebranka w szkole podstawowej i o każdym z dzieciaków opinie nauczycieli są inne. To samo obserwuję w domu. Zupełnie różne charaktery. Całuski dla Twoich dzielnych przedszkolaków

    Odpowiedz
  4. ~Elvira

    No cóź, kocham ich dwóch i Filipe i Pawcika. Ale Pawcik jest mój sama wiesz, ukradł mi serce i tyle. Stąd jego zainteresowania i po Mamie i po ciotce. Jak tylko kocha koniki tak jak ja , to kupię mu kucyka i zostanie już u mnie na wieki :-)
    To mój chytry plan
    Elwira
    Lubię Cię czytać bratowa :-)

    Odpowiedz
  5. ~@

    Bardzo naciągana i ubarwiona „opowiastka” i brak realizmu. Nie wszystkie dzieci się tak zachowują jakbyśmy chcieli i tego oczekiwali. Więc wymyślone aspiracje rodziców w stosunku do swoich dzieci tylko zaszkodziły temu tekstowi. Jakby spadła fałszywa kurtyna z tego tekstu zostałoby tylko parę zdań,które nie wniosłyby nic ciekawego do bloga, tylko dlaczego wykorzystuje się do tego dzieci, aby zaistnieć w sieci?

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      Tylko, że nie planuję zaistnieć w sieci a bloga czyta głównie rodzina i znajomi, więc to dla nich są takie wpisy.

      Odpowiedz
      1. ~Jacek

        Ale infantylizm!!! Bzdury i dziecinada! To maile sie pisze, skoro to na trafiac jedynie do rodziny.
        Cienkie to wszystko, glupiutkie…taka gowno prawda niedojrzalej panienki.

        Odpowiedz
        1. ~Kasia

          A Ciebie Jacku zazdrość zjadła? Pisze bo lubi – czytać przecież nikt Ci nie każe, po co te bluzgi od razu? Musisz sobie podreperować ego czy jak?

          Odpowiedz
  6. ~emerytka

    No coż,zgadzam się zautorką bloga w całej rozciągłości :)mam brata 8 lat starszego i nie jesteśmy wcale podobni ani z charakteru ani z wyglądu(szczegółów nie będę opisywać) .Pracowałam w przedszkolu ponad 30 lat,uwielbiałam dzieci i zresztą tak jest do teraz,wszystkie uroczystości z udziałem Rodziców wyglądały zawsze koszmarnie,fotografowanie,nagrywanie kamerą,wołanie dzieci po imieniu,to rozwalało często całą imprezę na łopatki .Każdy Rodzic chce widzieć tylko tylko swoją pociechę,zrobić najładniejsze zdjęcie…Ale mimo tych zawirowań zawsze dostrzegali naszą (nauczycieli i dzieci)prace.Tak było kilka lat temu(jestem na emeryturze)Teraz obserwuję z boku i widzę,że przybywa Rodziców roszczeniowych których zadowolić jest bardzo trudno.Dla Nich Panie pracujące w przedszkolu będą zawsze tylko PRZEDSZKOLANKAMI chociaż wszystkie(prawie)mamy wyższe wykształcenie :)Dlaczego nie określa się innych pracownic np.żłobianki,szkolanki,telewizjanki,szpitalanki itd.?Pozdrawiam wszystkich czytających i autorkę :):)

    Odpowiedz
  7. ~kleo

    Wynika z tego, że generalnie to masz dzieci w d…. skoro zapominasz o tym co dla Nich najważniejsze czyli wyjazd do teatru a potem jeszcze zwalasz ten problem na męża. Jak się jeździ autem to pamięta się o paliwie a nie buja w obłokach. Jakbyś to Ty miała rano ważną sprawę to auto na bank byłoby zatankowane i gotowe do jazdy.
    Na przedszkolnych teatrzykach rodzice ZAWSZE zdjęcia robią a niektóre dzieci ZAWSZE popłakują – normalka. Zapisz może dzieci do prywatnej placówki i wtedy może TY będziesz mogła decydować co, kto i kiedy, w państwowej nie masz takiej możliwości.
    Ja nigdy nie lubiłam tych dziecinnych występków. Maluchy zestresowane, głupkowato przebrane i gromada wgapiających się rodziców. Komu to potrzebne?
    Życzę abyś więcej uwagi zwracała na domowników, gratuluję Ci wspaniałego męża. Co do kotki – może jest w ciąży….ale Ty znowu nie zwracasz uwagi – gruba to gruba, chce więcej jedzenia to znaczy, że zima idzie….
    Kobieto zacznij widzieć więcej niż czubek własnego nosa!

    Odpowiedz
  8. ~doris

    Jak piszesz dla znajomych i rodziny to może pisz do nich e maile. Ten blog to porażka totalna. Weszłam tu przypadkiem i jak tylko zaczęłam czytać twój bełkot tak szybko przerwałam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>