Stara ale jara

        Dziś są moje urodziny. Trzydziesta czwarta okrągła rocznica.  Na twarzy powoli widać kolejne latka a na półeczce w łazience goszczą już kremy przeciwzmarszczkowe. Włosy też muszę częściej farbować bo coraz szybciej przebijają białe nitki i o zgrozo, coraz ich więcej. Czy coś jeszcze wynika z mojego peselu?
        Powiem szczerze, że gdyby nie ten wpis, to nawet nie wiedziałabym ile mam lat. Od pewnego czasu nie liczę. Duchem zatrzymałam się na jakiś 26, czyli czasie kiedy miałam stabilną sytuację zawodową a prywatnie byłam w satysfakcjonującym związku. Niczego nie musiałam już nikomu udowadniać. A może inaczej, niczego nie chciałam już nikomu udowadniać, byłam spełniona. Potem przyszedł czas na dzieci ale wtedy, kiedy poczuliśmy, że już jesteśmy gotowi. Nie kierowałam się metryką, nie śpieszyłam się, aby zdążyć przed jakąś magiczną datą. Przyszedł taki dzień i poczuliśmy, że to jest czas na dzieci.
        Już od kilku lat obce są mi jakieś progi wiekowe, przełomowe daty. Kiedyś człowiek przywiązywał więcej wagi do kolejnych jubileuszy. Piętnastka, potem sweet sixteen, a w końcu sławna osiemnastka, następnie dwudziestka. Pamiętam jeszcze 21 urodziny dlatego, że kilka dni przede mną imprezę miała koleżanka ze studiów o szczególnym nazwisku, Oczko. Napisałam dla niej wiersz o tym, że strzeliło jej oczko. Taki śmieszny, wieloznaczny rymowaniec. Pamiętam te szalone, młodzieńcze zabawy i przekonanie, że to jest wyjątkowy dzień, że coś się zmienia. 
        Ale tak naprawdę to jest normalny dzień, a nasz wiek wcale nas nie determinuje. Raczej to my wyznaczamy nasz wiek. Jak wspomniałam, sama czuję się na jakieś 26 lat. Pamiętam jak podczas wypełniania karty ciąży, zapytano mnie o wiek. Mówię, że dwadzieścia… a lekarz na to: chyba trzydzieści. Wpisał pesel i wiek sam wyskoczył, wprowadzając mnie tym w osłupienie. Nawet nie pamiętam swoich trzydziestych urodzin, przegapiłam je. Łapię się jeszcze na tym, że podczas czytania jakiejś gazety albo oglądania programu, gdzie podają na przykład: Joanna, lat 32, księgowa, spodziewa się drugiego dziecka… myślę sobie, że trochę stara. Po czym dociera do mnie, że jest młodsza ode mnie i ostatecznie drażni mnie, że podają wiek, jakie to ma znaczenie :-)
        Był taki dzień, że poczułam upływ czasu. Gdy jeszcze pracowałam i byłam w zaawansowanej ciąży, pozwoliłam sobie na zatrudnienie dziewczyny do sprzątania. Była to nastoletnia siostra mojej koleżanki i traktowałam ją bardzo życzliwie. Dziewczyna zawsze do pracy włączała sobie jakieś muzyczne kanały. Kiedyś na tym programie powtarzali Cudowne Lata i na dźwięk melodii z czołówki zaszkliły mi się oczy. Podekscytowałam się powtórką a nastolatka popatrzyła na mnie bez zrozumienia. Żywiołowo opowiadałam jej jak uwielbiałam Cudowne Lata, że to fantastyczny serial. Kiedyś nawet kochałam się w Kevinie i zawsze chciałam wyglądać jak Winnie Cooper. A ona patrzy bez zrozumienia. No jakby mi ktoś w pysk strzelił. Poczułam się cholernie staro. Dwa razy młodsza ode mnie dziewczyna, sprząta u mnie żeby dorobić na kosmetyki a ja plotę jej o serialu, którego akcja rozgrywa się w latach 60tych.
        Pamiętam jeszcze, gdy pracowałam i rekrutowałam pracowników. Czułam się tak młodo, jakbym dopiero co skończyła studia. Ledwo zaczęłam pracować a już zatrudniam innych. Jakież było moje zdziwienie, gdy w aplikacjach trafiałam na coraz młodsze roczniki. Lata osiemdziesiąte to była norma, ale gdy pierwszy raz dostałam aplikację młodego człowieka z rocznika 90, to poczułam, że świat nie stoi w miejscu. Albo, gdy ostatnio odwiedziłam mamę i na klatce schodowej jakiś dryblas z niemowlakiem na rękach mówi mi cześć. A ja go pamiętałam jak sam jeszcze z pieluchą latał.
        Nie liczę lat, nie myślę o tym i tylko takie sytuacje przypominają mi, że czas mija. Kolejne roczniki wchodzą w dorosłość, kolejne pokolenia zdobywają świat i choć czuję się młodo a mojego myślenia  nie determinuje wiek, to jednak inni postrzegają mnie przez pryzmat lat. Na przykład latem, gdy płynęłam promem, chłopcy z babcią poszli na górny pokład a ja pilnowałam tobołków. Przyglądali mi się jacyś studenci, po czym jeden stwierdził, że stara a drugi dodał: no stara ale jara. Najpierw oburzona chciałam strzelić jakąś ciętą ripostą, ale popatrzyłam na nich, wyglądali tak dziecinnie. Dla nich faktycznie byłam stara, ale dobrze, że chociaż jara :-)

32 myśli nt. „Stara ale jara

  1. mama super5

    Wszystkiego NAj !!! Pewnie korki szampana będą dziś strzelać :) 34 – toż to sama młodość i świeżość!
    Cudowne lata też lubiłam, a ostatnio oglądam znowu z córunią i jej też serial przypadł do gustu, bo to przecież o jej rówieśnikach.

    Odpowiedz
  2. ~Smaczny Tursyta

    Przede wszystkim tona, tylko sympatycznych życzeń!
    Pozwolisz, że dorzucę swoją opowiastkę o upływającym czasie. Byliśmy z kolegą na imprezie u naszego znacznie młodszego kolegi kierowcy rajdowego. Robił zawsze taką bibkę na otwarcie sezonu motorowego na działce nad jeziorem. Był tam spory dom letniskowy, a jedną z najważniejszych atrakcji były specjalnie marynowane prawe cycki indyka z grilla. Tak je określał kolega i specjalnie ściągał je od swojego znajomego, który miał hodowle indyków. Ja z kolegą, panowie, którzy świeżo przekroczyli 40. Siedzimy na kanapie i popijamy drinka, paląc cygara. Przed nami przewijają się tabuny gości. Nawet nasz gospodarz miał problem z ich identyfikacją. Głównie byli to ludzie w wieku dyskotekowym. Na kanapie było miejsce, dosiadły się dwie młódki, które generalnie kwalifikowały się do tego by siedzieć w szkolnej ławie i ubrane jakby… zapomniały się ubrać. Jedna do drugiej mówi: – Wiesz wczoraj na dyskotece zaczął się do mnie przystawiać taki trzydziestoletni wapniak… Cygara nieomal wypadły nam z rąk i poczuliśmy się jakby dopadł nas uwiąd starczy. Dzisiaj kiedy cyfra przekręciła się znowu z przodu, według nomenklatury tych Pań nie powinniśmy już żyć. Pociesza mnie tylko jedno, że dzisiaj ktoś o nich mówi wapniaczki, albo tak jak mawiał klasyk Boguś Linda. To stare d… są.
    :)

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      Dziękuje.
      Przypomina mi się taki skecz Krzysztofa Piaseckiego i Stanisława Zygmunta „lekcja języka polskiego”, gdy mówią o nauczycielce:
      - Pani, starucha cholera
      - Chłopaki z siódmej mówili, że ona podobnież 28 lat ma.
      - Nie no co ty, takie stare jeszcze żyją :)

      Odpowiedz
  3. anna

    Oczywiście komentarz napisałam, ale życzenia mi umknęły. Nadrabiam więc i z lekkim opóźnieniem życzę wszystkiego co urodzinowe. Wielkie uściski dołączam. :)

    Odpowiedz
  4. Młoda Polka

    Spóźnione, lecz jak najbardziej szczere życzenia wszystkiego najlepszego, zdrowia przede wszystkim, radości z chłopaków, samych szczęśliwych chwil z rodziną i spełnienia w każdej dziedzinie życia :)

    My z kolei zawsze mamy problem z rocznicami ślubu, nie obchodzimy, bo wydaje nam sie jakbyśmy byli razem od zawsze i świętujemy każdego dnia, z naciskiem na weekend ;)

    Co do wieku to ja płaczę co roku od 18 urodzin, wiem jestem żałosna, ale o moich lękach w moje urodziny. Tymczasem baw się i szalej!!!

    Odpowiedz
  5. ~Asia

    Doskonale Cię rozumiem. Sama staram się nie liczyć swoich lat (mimo, że jestem młodsza od Ciebie o rok), nawet denerwuje mnie kiedy przychodzi miesiąc moich urodzin – kwiecień – bo jak tu zapomnieć, kiedy wszyscy lecą z życzeniami 100 lat? Często myślałam, że fajnie mieć urodziny w grudniu. Wówczas jakoś nie odczuwałabym, że czas tak szybko leci. W dodatku mój Mięsożerca nie chce mieć w ogóle dzieci! Aaaa… zegar bije!
    3maj się ciepło.

    Odpowiedz
  6. ~Sara

    też zaczyna irytować mnie to że wszędzie w mediach podają wiek osób, o których mowa. i czasem nawet lekko stresuje, bo „boże ta kobita jest młodsza ode mnie a już ma dzieci, dom, męża itp.” staram się nie patrzeć na innych, żyć po swojemu i swoim rytmem, ale wciąż czuje presje z każdej strony. w każdym razie… taak czas mija bardzo szybko, tego nie zmienimy, jedyne co możemy zrobić to wyciskać z życia jak najwięcej się da i pogodzić się i zawsze widzieć pozytywy w swoim wieku. Tak żeby w wieku 70 lat ktoś mi powiedział „stara ale jara” – bynajmniej nie w odniesieniu do wyglądu fizycznego, a do stanu ducha :)

    Odpowiedz
  7. ~Roxy

    Myślałam, że tylko ja mam czasem takie dziwne uczucie. Niby człowiek czuje się młodo, życie dopiero się poznaje, a tu ktoś nam przynosi CV. Rocznik 1995. Dziwne uczucie, trafnie je opisałaś:)

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      Obecnie jestem w trakcie poszukiwania pracy i zaczynam patrzeć też na to z innej strony, bo moje cv trafia do osób dużo młodszych ode mnie. Mam nadzieję, że mój rocznik nie będzie miał wpływu na proces rekrutacji :)

      Odpowiedz
  8. ~mika

    Człowiek ma tyle lat, na ile się czuje, tylko czasem trzeba uważać na to, co cię mówi. Mój mąż niedawno do kolegów naszej córki wypali: „a pamiętacie jak w latach siedemdziesiątych…”. Miny osiemnastolatków bezcenne :)

    Odpowiedz
  9. ~Jan

    Czym Ty się przejmujesz, kobieto! W miarę jak przybywa lat nabierasz bardziej filozoficznego spojrzenia na życie, pierdoły nie są w stanie wyprowadzić Cię z równowagi a srebrne pasemka dodają uroku. A gdy osiągniesz jak ja 65, to dopiero będzie Ci się chciało żyć. Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>