Czuję respekt

        Wróciliśmy wczoraj w nocy do domu z wypoczynku nad morzem i nastąpił brutalny powrót do rzeczywistości, choć nie sądziłam, że będzie to aż tak stresujące.
Z samego rana zarejestrowałam młodszego syna do pediatry, aby skontrolować stan zapalny w buzi. Zwłaszcza, że skończył nam się już antybiotyk a powinien go jeszcze brać. Ponadto widziałam, że z małym jest coś nie tak. Niby nic szczególnego się nie działo ale stał się bardziej marudny i taki inny. Nie należę do matek, które z każdą głupotą lecą do lekarza, często sama zaczynam leczenie gdy widzę, że nie jest to coś poważnego. Przy dwójce maluchów przerobiłam już trochę różnych dolegliwości, więc bazuję na tym doświadczeniu. Mąż czasem się złości, że na własną rękę podaję chłopcom leki, jednak zawsze zachowuję czujność i gdy coś odbiega od znanej normy, idę do lekarza.
        Tym razem sama nie wiedziałam co się dzieje ale matczyna intuicja podpowiadała, aby zbadać dziecko. W efekcie, po „przeglądzie” wyszliśmy z plikiem skierowań do specjalistów i na badania laboratoryjne choć w duchu liczyłam, że to będzie tylko moja nadopiekuńczość a nie coś poważnego. Co prawda na razie mamy zrobić komplet badań ale już wiadomo, że syna czeka mała operacja. Nie jest to wielce poważna sprawa, nie zagraża życiu, choć zbagatelizowana może prowadzić do komplikacji. Jednak sama myśl o koniecznym pobycie w szpitalu, badaniach i narkozie spędza mi sen z powiek. Pobyt dziecka w szpitalu to ostatnie o czym chcieliby usłyszeć rodzice. Jednak wcześniej czekają nas badania krwi i wczoraj wieczorem zastanawiałam się jaką strategię zastosować, aby było to najmniej stresujące dla dziecka. Zawsze z mężem mówimy, że o wiele bardziej sami wolelibyśmy przejść przez przeróżne badania i kłucia niż narażać na to dziecko. Ze starszym synem jest o tyle prościej, że okropny z niego materialista i za nowy zestaw Lego wiele zniesie. Nie jest to może wielce pedagogiczne ale przynajmniej jest spokojny u lekarzy  bo przede wszystkim zastanawia się co wybrać tym razem. Młodszy nie jest już tak pazerny na zabawki, zapewne dlatego, że starszy brat zadbał, aby w domu była fura klocków i autek. Na niego bardziej działają pogadanki o dzielnych policjantach, strażakach a ostatnio także kapitanach. Choć ta metoda nie jest tak skuteczna jak nowa zabawka dla starszego syna. Rozmyślałam tak wieczorem nad strategią jaką obrać przy porannych badaniach, gdy zerwał się porywisty wiatr. Dotarły do nas zapowiadane nawałnice. Dom się zatrząsł, w biegu zamykaliśmy okna, bo jeszcze chwilę wcześniej powietrze było ciężkie i parne. Nagle zobaczyliśmy lecące na samochody fragmenty dachu. W sekundzie przeleciało nam przez myśl, że oto ziścił się koszmar mieszkańców wolnostojących domków i zerwało nam dach. Potem był sprint do dzieci i namierzanie uszkodzenia. Kamień spadł nam z serca, gdy okazało się, że to jednak nie spadł nam dach. Na szczęście wiatr zerwał tylko podbitkę i na szczęście nie uszkodziła ona samochodów. Oprócz tego porywisty wiatr przewrócił nam fragment płotu i połamał kilka krzewów i kwiatów. Po tym jak dmuchało i huczało uważam, że to niewielkie szkody. Owszem, lepiej byłoby gdyby nic złego nas nie spotkało, jednak wiele osób jest bardziej poszkodowanych, więc nie ma co narzekać.
        Dzisiaj od samego rana obdzwaniam różne instytucje. Dzieciaki puszczone samopas, więc w salonie delikatnie mówiąc panuje rozgardiasz a do ich pokoju wolę nawet nie zaglądać. Dodzwoniłam się już do ubezpieczyciela i zgłosiłam szkodę, poszło to nawet bardzo sprawnie ale ciekawa jestem jak zakończy się cała procedura. Próbuję się teraz dodzwonić do specjalistycznych poradni dziecięcych i po wciśnięciu wszystkich cyfr jakie słyszałam od automatycznego konsultanta, trafiłam w końcu na wolną linię do rejestracji. Jednak tak sobie wisiałam i wisiałam na tej linii a nikt nie odbierał. Każdy zapewne kiedyś przerabiał próbę dodzwonienia się do człowieka zamiast do automatycznego konsultanta, więc nie będę opisywała jak rosła moja irytacja. W końcu rzuciłam to w diabły, jutro szykuje mi się rundka po mieście i stanie w kolejkach do rejestracji. Tak się cieszę na ta myśl, że dla relaksu zaraz ogarnę dom i ugotuję obiad, to zawsze mnie uspokaja.
        Dodam jeszcze, że od rana nadal mocno wieje, a strasznie tego nie lubię. Boję się porywistego wiatru po tym jak jeszcze w czasach liceum przez moje osiedle przeszła trąba powietrzna. Co prawda niewielka ale narobiła trochę zniszczenia. To był upalny dzień i szykowałam się do wyjścia nad jezioro. Byłam już w stroju kąpielowym i dzwoniłam do koleżanki, że tylko wrzucam na siebie sukienkę i wychodzę. W tym momencie wiatr wywalił wszystkie okna a na mnie poleciała szyba. Byłam cała w krwi, miałam wbite w ciało mnóstwo maleńkich kawałków szkła. Moja mama, pielęgniarka opatrująca różne rany, na widok zakrwawionej córki straciła w pierwszym momencie głowę. Taka zakrwawiona weszłam pod prysznic i wyciągałam kawałki szkła a potem spłukałam się zimną wodą, aby zatamować krwawienie. Mama oprzytomniała i stwierdziła, że kilka ran trzeba będzie szyć. A co ciekawe, gdy mama była w szoku to ja spokojna a gdy mama „wróciła do siebie” to ja się rozkleiłam, głównie na myśl o konieczności szycia. Nadal mam kilka małych blizn przypominających mi o tym zdarzeniu. Wiele osób niedowierzało, że w tak piękny dzień nagle zerwała się trąba powietrzna, jednak na naszym osiedlu wówczas w kilku mieszkaniach wybiło szyby. Cały nasz pion był poszkodowany a sąsiednie mieszkania już nie. Znajoma mówiła, że widziała jak między blokami przemieszcza się powietrzny lej, jednak wszystko odbyło się tak szybko, że niewiele osób jeszcze zdążyło to dojrzeć. To by było tyle wspomnień, wolę o tym nie myśleć, ale zawsze czuję respekt przed naturą i tym co przyniesie los.

12 myśli nt. „Czuję respekt

  1. ~korek115

    Przyznam, że ja też mam respekt. I do lekarzy, i do wszelkich kataklizmów, jak wichury, gradobicia, powodzie, osuwiska, itp.
    Jeśli chodzi o ten zabieg no to na razie nie piszesz, co to będzie i czy prywatnie, czy przez fundusz. Mój syn niedawno *(w czerwcu) miał usuwanie migdałów, zabieg prywatnie, w pełnej narkozie. Po 6 godzinach już wrócił do domu. Ale ja nie mam nic do państwowej służby zdrowia, ale trzeba było czekać, a prywatnie- były miejsca. U nas dziś pada deszcz, ale tak spokojnie.

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      Nie piszę o szczegółach zabiegu bo to jednak prywatna sprawa mojego syna :) To nie forum medyczne więc się nie będę zagłębiać w szczegóły jego badań i zabiegów. Ale pochwalę go za odwagę, bo miał dzisiaj „wyganianie robaków”, tak nazwała to pani stomatolog. Był niesamowicie grzeczny, słuchał dentystki, otwierał szeroko buzię i ani razu nawet nie pisnął choć miał „na żywca” robionego zęba. To był gabinet typowo dziecięcy i panie przyznały, że jeszcze nigdy nie miały tak grzecznego i dzielnego pacjenta. A pamiętam jak w dzieciństwie siedziałam na fotelu u zaprzyjaźnionej dentystki, robiła mi zęba bez znieczulenia. Obserwował mnie chłopiec, który też zaraz miał mieć borowanego zęba. Byłam bardzo dzielna, bo miałam być wzorem, ale mimo to, on jak tylko usiadł na fotelu zaczął się drzeć: „ratunku, mordują, ratujcie mnie! :)

      Odpowiedz
  2. anna.a72

    Też pamiętam jak byłam dzieckiem i szyba na mnie poleciała, ale wbiła mi się tylko w nogę. Pamiętam taki spory trójkątny kawałek sterczący z mojej łydki. Brr.
    Zdrówka dla malucha życzę. :)

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      Przez cały obecny tydzień ganiamy po lekarzach. Przez cały rok chyba nie byłam w tylu poradniach. Jestem zaskoczona jak dzielnie syn to znosi. Przy pobieraniu krwi jęknął tylko cicho: auć. Jakby rozumiał, że wszystko dla jego dobra.

      Odpowiedz
  3. ~Asiunia

    Nie będę o naturze tylko o dolegliwościach,jeżeli pozwolisz dodać słówko.
    Jestem babcia dwojga wnucząt(u syna 3-latek i u córki prawie 2-u latka).
    Zero chorób jakiś katarek i nagle w tym roku poszło……adenowirus,rotawirus,zapalenie płuc i nieustanny katar u obydwojga , bo chociaż nie mieszkają razem to jednak kontakty są co niedzielę u nas na obiadkach.
    Córka znalazła lekarza,który pierwsze co kazał zrobic to odrobaczyć maleńką…może szok ale wózki sklepowe i piaskownice to najwieksze siedlisko pasożytów.Po drugiej dawce(taka procedura) czyli od czerwca Wnuczka przestała chorowac na cokolwiek. Chodzi boso po deszczu po trawie na działce, wiecznie z gołą głowa i wszystko jest ok jak dawniej. Syn z wczasów nad morzem wrócił z wnuczkiem i z zapaleniem płuc oraz antybiotykiem u małego. Pierwsze co zrobili po skończonej kuracji ( zalecenie lekarza pulmonologa) to odrobaczyli Wnuczka i siebie.
    Czekamy na efekty bo to dwa dni temu było.
    Acha,Zięć mój do sierpnia co roku miał ze 3 razy anginę. Oni całą rodziną się odrobaczyli i ani razu nie zachorował. Ja i mój mąż też już mamy lekarstwo i zażywamy. Poczytaj na internecie bo ja się dużo dowiedziałam i zaskoczyły mnie te informacje. Pozdrawiam. Jak co to pisz. adres mailowy podałam.

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      To jest blog, o mnie, o moich dzieciach i naszym życiu. Akurat ten wpis jest o kilku rzeczach bo się nazbierało a onet promuje bo może kogoś zainteresuje jak to jest jak nawałnica sieje zniszczenie itp. Ale inne wpisy są bardziej na temat :)

      Odpowiedz
  4. Anka

    Ja, niestety, taką wichurę równiez pamiętam. Doszczętnie zniszczony Park, miasto zawalone drzewami, gałęziami. I az się boję myśleć, że 5 minut przed nawałnicą miałam z dzieckiem wracać do domu od ciotki. nawet nie chcę myśleć, cp mogłoby sie stać. Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>