Dzienne archiwum: 16 czerwca 2013

Mali kucharze

        Weekend spędziliśmy rodzinnie, pod znakiem wspólnego pichcenia. Obaj moi synowie uwielbiają pomagać w pracach kuchennych. Oczywiście ja nie do końca podzielam ich entuzjazm, gdyż zazwyczaj wspólne gotowanie kończy się dodatkową pracą dla mnie. Jednak z racji tego, że chcę wychować wszechstronnie utalentowanych mężczyzn oraz dobrych partnerów dla ich przyszłych żon, zaciskam zęby i przymykam oko na rozsypaną mąkę, wylane mleko i rozciapane masło. Ale tak zupełnie szczerze, to uwielbiam to wspólne gotowanie i pieczenie, pod warunkiem, że się nie śpieszę, że mogę skoncentrować się tylko na tym. A miniony weekend właśnie taki był, żadnego pośpiechu, wszystko robione dla siebie i przyjemności bliskich.
        Pogoda dopisuje, słoneczko przyjemnie przygrzewa i w końcu truskawki tanieją. Kilka lat temu wymyśliłam prosty deser, który jest uwielbiany przez moją rodzinę. W zeszłym roku, brat specjalnie dla tego deseru odwiedzał nas co weekend. Przez grzeczność twierdził uparcie, że co tydzień przemierza kilkaset kilometrów tylko dlatego, że się za nami stęsknił. Ale deser jest faktycznie bardzo smaczny i znika w mgnieniu oka. Młodszy syn dzielnie pomagał mi przy wszystkich pracach. Dolna warstwa to pokruszone herbatniki, wymarzona praca dla trzylatka, można bezkarnie łamać kruszyć i robić bałagan. Następnie ubijam śmietanę i słodzę ją do smaku. Bita śmietana przykrywa gładko warstwę herbatników a na koniec wylewa się zmiksowane i lekko posłodzone truskawki. Wszystkie warstwy nakładał mój synek, a moja praca ograniczyła się do miksowania. Musze przyznać, że poradził sobie bardzo dobrze i tylko lekko upaćkany pucharek świadczy, że to efekt pracy przedszkolaka.
        Upiekliśmy także pyszne ciasto z rabarbarem. Bardzo szybko się je robi a jeszcze szybciej znika z talerzy. Tym razem pomagali mi obaj synowie. Przy okazji trochę poćwiczyliśmy liczenie i ważenie. Chłopcy najchętniej mąkę sypią łyżką, więc odmierzam na wadze ile trzeba a oni to przesypują łyżkami licząc przy okazji. W ten sposób przygotowanie ciasta  trochę się wydłuża ale ile jest radochy. Przy okazji pieczenia młodszy wymyślił kolejne nowe słowo, bo on bardzo lubi nazywać rzeczy po swojemu. W przepisie dwa razy miksuje się jajka, najpierw uciera żółtka z cukrem a na końcu ubija pianę. Syn uznał, że do miksera bardziej pasuje nazwa miksojajka.
        Nie muszę chyba dodawać, że nie załapałam się na ani jeden pucharek truskawek i cudem wywalczyłam kawałek ciasta. Ale wyjdzie to na plus dla figury, zawsze trzeba widzieć tą lepszą stronę. A poza tym uwielbiam gotować, gdy wszystko szybko znika. Najgorzej jest gdy się człowiek napracuje a potem ciasto okupuje stół i nikt go nie rusza.