Co człowiek złączył, człowiek rozdziela

Oglądałam wczoraj reportaż o rozwodach kościelnych, a dokładnie o stwierdzeniu nieważności związku małżeńskiego, bo tak to się dokładnie nazywa. Kiedyś słyszałam, że „rozwody kościelne” teoretycznie są możliwe, ale ilość warunków jakie trzeba spełnić czyniła je praktycznie bardzo rzadkimi. Mówiło się o kilku przypadkach rocznie. Obecnie liczba wniosków o unieważnie wzrosła do 11 tyś rocznie! Co takiego się wydarzyło?
Zawsze wpajano mi, że ślub kościelny jest nierozerwalny, na zasadzie co Bóg złączył, człowiek niech nie rozrywa. Nie ważne, że mąż wszystko przepija, nie pracuje, bije żonę i dzieci. Ksiądz takiej biedaczce mówił, że skoro przysięgała to ma wytrwać, inaczej będzie żyła w grzechu. Nie ważne, że mąż znalazł sobie nową partnerkę, wypiął się na żonę, nie interesuje się dzieckiem, nie chce ich znać, żona musi mu dochować wierności do śmierci, bo inaczej popełni grzech cudzołóstwa. Były dwa argumenty, aby unieważnić ślub kościelny, impotencja i zatajona choroba psychiczna. Obecnie w prawie kanonicznym coraz częściej wykorzystywanymi argumentami są niedojrzałość do zawarcia związku małżeńskiego i przymus zewnętrzny. Jak dla mnie to już nawet nie uchylona furtka a szeroko otwarta brama do „rozwodu kościelnego”. Tych przeszkód do zawarcia związku małżeńskiego w prawie kanonicznym jest więcej ale te dwie są bardzo często wykorzystywane. Znam to z autopsji. Od kilku lat przy okazji każdej kolędy, ksiądz namawia nas a nawet twierdzi, że to nasz obowiązek, aby mąż unieważnił swój ślub kościelny z pierwszą żoną. Pierwszy raz jak to usłyszałam to zdębiałam. Gdy poznałam mojego przyszłego męża, wiedziałam, że miał żonę i ma syna. Rozstali z powodu tak zwanej niezgodności charakterów. Miałam świadomość, że będziemy mogli zawrzeć tylko ślub cywilny. Nie jestem głęboko wierzącą katoliczką, więc nie było to dla mnie istotne. Być może gdyby nie było przeszkody to również nie brałabym ślubu kościelnego, nie zależy mi na nim, choć traktuję go jako bardzo poważną przysięgę. Jednak mimo wszystko namowy księdza mnie zaskakują. Zwłaszcza, że kieruje je głównie do mnie, argumentując moralnym obowiązkiem wobec naszych dzieci. Ksiądz dopytywał się męża jakie były okoliczności jego ślubu kościelnego i gdy usłyszał, że rodzice powiedzieli: „jak chcecie zamieszkać razem to tylko po ślubie”, to uznał że to bardzo dobra przesłanka i powinniśmy iść tym tropem. Gdy mąż jeszcze dodał, że był wtedy bardzo młody i nie do końca sobie zdawał sprawę z czym wiąże się małżeństwo, to ksiądz był przekonany o konieczności przeprowadzenia procesu. Zaczęłam dyskusję, że tak to może połowa małżeństw wystąpić o stwierdzenie nieważności.
Pamiętam wywiad z pewną głęboko wierzącą katoliczką, której mąż po czterdziestu latach małżeństwa oznajmił, że odchodzi. Zakochał się. Był to dla niej ogromny dramat. Gdy po pół roku w miarę się otrząsnęła, przyszedł drugi cios, wezwanie na przesłuchanie w sprawie o stwierdzenie nieważności jej długoletniego małżeństwa. Po trudnym procesie sąd kanoniczny ostatecznie stwierdził nieważność ich małżeństwa co prawie doprowadziło ją do obłędu. Nie potrafiła zrozumieć, że kawał jej życia to była fikcja, że jej dzieci urodziły się z tak zwanego nieprawego łoża, że tyle lat żyła w grzechu.
Zawsze wydawało mi się, że ślub kościelny to taki filar, nie do podważenia. Z drugiej strony sytuacje życiowe są bardzo różne i dobrze, że jest furtka. Jednak czy potrzebna jest otwarta na oścież brama? Tąpnęło ale rysa poszła po całości. Czy to dostosowanie się kościoła do zmieniającego świata, czy rozluźnienie twardych reguł jest nam potrzebne i wyjdzie na dobre? Co sądzicie, bo ja mam trochę mętlik w głowie.

125 myśli nt. „Co człowiek złączył, człowiek rozdziela

  1. ~cala-prawda

    hahaha przeciez nie wezme z kims slubu zeby przejac po nim rete albo odziedziczyc jego majatek!… jak zwykle wszystko sprowadzone do kasy i kolo sie zamyka… jesli ktos kocha i trwa w zwiazku bez slubu i ‚przymusu’ to co za problem zapisac to wszystko w spadku tej drugiej osobie,jezeli ma sie takie zyczenie,nie trzeba wtedy nic dziedziczyc w razie smierci itd. co do operacji,kiedy malzonek/a nie moze decydowac od tego jest rodzina,gdy jej brak lekarze maja obowiazek ratowac ludzkie zycie i dzialac na ‚korzysc’ pacjenta, jezli jest to choroba psychiczna -wtedy wystepuje sie o ubezwlasnowolnienie(nawet w przypadku alkoholizmu mozna dostac czesciowe) itd.itp. w praktyce wszystko mozna obejsc…. plynac do brzegu jak sie jest szczesliwym to jest sie szczesliwym niezaleznie czy to jest legalny zwiazek czy tez nie(i tu wlasnie to slowo ‚legalny’ razi w oczy i jakos nie pasuje,juz chyba wszyscy wiedza o co chodzi),tylko wszystko pieknie ladnie do czasu tego Rozwodu i tu juz zaczynaja sie schody…

    Odpowiedz
  2. ~Ratio

    Jest w ewangelii wg Mateusza taki zapis: Żydzi pytali Jezusa, czy mąż rozwodząc się z żoną ma jej dać list rozwodowy (bo to, że może się rozwieśc było dla nich niepodważalne). Jezus odpowiadając im rzekł: TEDY NIECHAJ SIĘ MĄŻ Z ŻONĄ NIE ROZWODZI, WYJĄWSZY POWÓD WSZETECZEŃSTWA. Wszeteczeństwem była zdrada, a ponieważ uznaje się (również w religii) zrównanie prawne płci, to kazda zdrada małżeńska jest „katolickim” argumentem na rozwód koscielny.

    Odpowiedz
  3. ~Afrodyta

    Niestety zgadzam się z tym, że głównie chodzi o kasę. Tyle, ze moim zdaniem chodzi o kasę która płynie do kleru. Rozwód kościelny kosztuje od 20.000 w górę, czasami nawet do 60.000 w zalezności od tego czy trudno jest udowodnic przesłanki rozwodu i od tego jak szybko ktoś chce sie rozwieść. Im szybciej tym drożej. Mając 50 tys mozna rozwieść się w ciągu 3 miesiecy z wymyślonym powodem rozwodu. Tak nasi księża uczą nas miłości i przykazań.

    Odpowiedz
    1. ~slawoslaw

      podajesz nieprawdę. Za sumy wyssane z palca. Koszta sądowe najczęściej zamykają się w przedziale 1400 do 3000 zł za dwie instancje. Często też są zwolnienia częściowe lub całościowe z opłat. To co podnosi koszty to ekspertyzy, np. psychiatry, urologa, psychologa, badania genetyczne, zatrudnienie adwokatów. Ale sumy 20000 czy 60000 to albo twoja głupota, albo prowokacja.

      Odpowiedz
  4. ~Adam

    Małżeństwo to również umowa (oświadczenie woli) i może się zdarzyć, że któraś ze stron skłąda wadliwe to oświadczenie woli z różnych powodów, dlatego umowa ta okazuje się nieważna i choćby nie wiem co ludzie sobie gadali, istnieje prawny aspekt – sprawiedliwość, który oprócz wiary należy wziąć pod uwagę. Tak było od zawsze, tylko dziś, ludzie mają większą świadomość, że istnieje taka możliwość.

    Odpowiedz
  5. ~Moni369

    Nie ma rozwodów kościelnych, jest tylko stwierdzenie nieważności małżeństwa, czyli trzeba udowodnić, że przed zawarciem związku małżeńskiego były zatajone przeciwwskazania. Jeśli przed ślubem było wszystko ok, a problemy zaczęły się po ślubie, taki wniosek nie zostanie w ogóle wzięty pod uwagę. W rozwodach cywilnych liczy się to co jest po ślubie, w stwierdzeniu przez Papieża nieważności małżeństwa liczy się to, co było przed ślubem.

    Odpowiedz
    1. ~Judyta

      I to jest niezwykle chore i sztuczne, bo skłania do kłamstw i wielkiej obłudy. Chodzi przede wszystkim o kasę, wielką kasę, którą kler ciągnie z tego procederu. Już Boy – Żeleński zwrócił na to uwagę.

      Odpowiedz
  6. ~Pan Radomszczan

    Myślę, że to nie wina Kościoła, a dzisiejszych nowożeńców. Ludzie biorą śluby zbyt pochopnie, pod wpływem nacisków rodziny i innych czynników zewnętrznych, nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności, nie składają przysięgi w pełni świadomie i dobrowolnie, traktują sakrament instrumentalnie. Te małżeństwa od początku niosą w sobie potencjał nieważności. Dlatego też łatwo to później w procesie kościelnym wykazać. Jednym słowem – nie Kościół liberalizuje podejście, a ludzie w wypaczony sposób podchodzą do zawierania małżeństw.

    Odpowiedz
    1. ~magda

      nie ludzie w wypaczony sposób podchodzą do ślubu tylko mamy 21 wiek i to już nie wstyd się rozwieść tak jak kiedyś kobieta musiała w milczeniu cierpieć ,bo co powie rodzina.

      Odpowiedz
      1. ~Pan Radomszczan

        Skoro takie się ma podejście, to po co w ogóle brać ślub? Sakrament to nie jakaś szopka, tylko uroczysta przysięga przed Bogiem. Jeśli, biorąc ślub zakłada się już rozwód, albo ma się wątpliwości to po co w ogóle przysięgać? W przysiędze mówi się wyraźnie: „na dobre i na złe”. Jeśli życie z drugą osobą staje się niemożliwe, a nieważności nie da się stwierdzić, rozwiązaniem może być separacja. A branie ślubu i potem trwanie w nim (bo co powie rodzina?) to już kompletny absurd. Gdzie tu miłość i odpowiedzialność?

        Odpowiedz
          1. ~Pan Radomszczan

            Jeśli ktoś jest ochrzczony, wierzy i uznaje się katolikiem to: bierze ślub sakramentalny świadomie, dobrowolnie, odpowiedzialnie i z miłości; wyklucza jakikolwiek rozwód; w przypadku problemów stara się je rozwiązać korzystając z wszelkich możliwych sposobów pomocy; w przypadku niemożności rozwiązania problemów decyduje się na separację i w ten sposób nie łamie sakramentu, ewentualnie poddaje się procesowi kanonicznemu, dzięki czemu jego małżeństwo może zostać uznane za nieważne. Katolik nie dopuszcza (a przynajmniej powinien nie dopuszczać) współżycia poza małżeństwem sakramentalnym, bo wie, że w oczach Boga jest to grzech ciężki, skutkujący odcięciem od Bożej łaski i prowadzący (jeśli nie nastąpi skrucha) do potępienia.

          2. ~Gosia

            Jezeli to by był grzech ciężki to jakim cudem prawie kazda panna młoda idzie do ołtarza w białej sukni, welonie i z brzuchem pod nosem?

          3. ~Pan Radomszczan

            Jeśli idzie do ołtarza z brzuchem pod nosem to znaczy, że najpierw musiała podejść do konfesjonału, żeby się wyspowiadać. Każdy grzech ciężki może być odpuszczony w sakramencie spowiedzi, pod warunkiem, że grzechu się nie zataja, ale szczerze wyznaje, a wyznaniu towarzyszą skrucha i wola poprawy. Jeśli ktoś z kolei trwa w związku niesakramentalnym i nie usiłuje tego zmienić, tzn. trwa w permanentnej zdradzie to nie może być rozgrzeszony, chyba, że ustąpią czynniki to uniemożliwiające – wróci do prawowitego współmałżonka, zrezygnuje z pożycia seksualnego w nowym związku, albo wybierze samotność. Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?

  7. ~Mateusz

    Historia kobiety, której mąż odszedł po 40 latach, a sąd uznał, że ich małżeństwo jest i było nieważne jest wg mnie jakąś paranoją. Ta kobieta zawsze pozostanie jego żoną, złożył przysięgę i to powinno mieć dla niego samego największe znaczenie. To, że coś stanie się na ziemi (rzekomy proces unieważniający) nie znaczy, że ma prawo bytu gdzieś w życiu pośmiertnym. Ludzie czasami sami wymyślają takie rzeczy, że dziwię się jak sami przed sobą się nie wstydzą.

    Odpowiedz
    1. ~Judyta

      Nikt normalny nie zakłada rozwodu już w trakcie ślubu, ale dzieje się różnie. Stwierdzenie, że coś jest nie tak już PO ŚLUBIE jest znacznie uczciwsze niż szukanie naciąganych powodów do „stwierdzenia nieważności”. Jak pisał Boy, w dwudziestoleciu specjalnie nie zapalano np. kilku świeczek przy ołtarzu, żeby potem w razie czego był haczyk, ze nie dopełniono ceremoniału. dzieciatym małżeństwom udzielano rozwodu pod pretekstem matrimonium non consumatum. Warunek był jeden: kasa, kasa i jeszcze raz kasa. i tak jest do dziś, po to są te brednie o nierozerwalności. A owocują takimi kwiatkami: kobieta po 40 latach małżeństwa dowiaduje się, że była jedynie konkubiną, a jej dzieci są z nieprawego łoża. Oto obłuda katolickiego kleru. Polecam felieton „Dziewice konsystorskie”.

      Odpowiedz
  8. ~Ja

    Twoja nowa droga życia powinna zacząć się od początku, od podstawówki,gdzie- czego pewnie nie wiesz – nauczali zasad języka polskiego. Dla prowadzenia – nawet takiego „pożal się Boże” bloga znajomość wcześniej wspomnianego jest niezbędna.

    Odpowiedz
  9. ~Halina

    Bardzo często widzę ludzi w moim wieku (po 30), którzy są już po jednym lub więcej rozwodach. Najczęściej przyczyną rozwodów nie są jakieś różnice nie do przeskoczenia, tylko przekonanie o tym, że mają prawo do szczęścia, a mąż lub żona już tak nie zabiegają o nich jak przed ślubem. Tylko idąc tym śladem, nie łatwiej byłoby dbać o tę drugą osobę tak by i ona chciała tego samego. Ponadto moja ciotka mówiła mi coś takiego, że przed ślubem to jest śmietanka, a po ślubie to nawet i chude mleko trafić się może, byleby pamiętać i zachować uczucia.

    Odpowiedz
  10. ~slawoslaw

    Zacząłem czytać artykuł wczoraj, ale że się śpieszyłem, to dopiero dziś dokończyłem. Może i dobrze, bo widzę już poprawki. To co mnie uderzyło to masa błędów. Jak chociażby już poprawiona niepłodność – nie niepłodność a impotencja jest przeszkodą powodującą nieważność małżeństwa (impotencja czyli niezdolność do współżycia seksualnego). ale widzę że to już chyba ktoś pani wytłumaczył. Nadal się miesza pojęcia rozwód-unieważniene-stwierdzenie nieważności. W Kościele jest tylko te ostatnie. Bardzo dużo ludzi pcha się w małżeństwa nie będąc gotowym. Wiele jest pod presją ciąży. Ksiądz przed ślubem zawsze pyta, czy nie ma przymusu, czy chcą, czy niczego przed sobą nie tają. Ale wtedy wielu woli udawać, kłamać, mówić, to co księża chcą usłyszeć. Tyle że sama ciąża, same dziecko, same podobanie się sobie nie wystarcza. Stąd tak rosnąca liczba związków które się rozpadają. A wiele z nich jest nieważnych. Nieważność nie jest powodowana decyzją sądu kościelnego. Sąd tylko orzeka, stwierdza. Coś albo jest ważne albo nie. Dlatego bardzo dobrze, że księża przy okazji kolędy, czy innych spotkań, gdy w rozmowach widzą przesłanki, mówiące o nieważności podpowiadają i pomagają skontaktować się z sądami kościelnymi. A wcale nie jest tak, że dzieci zrodzone w małżeństwie które okazało się nieważne, traktowane są jak nieślubne.

    Odpowiedz
    1. ~Gosia

      Przeciez tu nie chodzi o nazewnictwo bo bez względu jak to okreslisz chodzi o jedno, mozesz drugi raz leciec do ołtarza i przystepować do sakramentów.

      Odpowiedz
    2. ~Gosia

      ja się nie rozwodziłam ale w trakcie tego „rozwodu” jest moja córka , więc jestem w temacie.Jakby sąd orzekał na podstawie prawdziwych faktów to pół biedy. Niestety, czytajac uzasadnienie wyroku mozna powiedziec jedno – najgłupszy student 1 roku prawa takiego bubla by nie wypuścił. Wszelkie zeznania kupy sie nie trzymaja, na jednej stronie fakt, na drugiej zaprzeczenie. Na jednej stronie ze była domatorka i nie chciała nigdzie wychodzić, na drugiej stronie ze….była nastawiona na rozrywki. Na jednej stronie ze nie chodziła na katechezę, na drugiej że…na katecheze chodziła i tak mogłabym pisać jeszcze długo. Główny powód rozwodu – nie chciała miec dzieci. Wychodząc za mąz ustalili, ze najpierw skończy studia (wychodząc za mąż zaczynała 1 rok studiów dziennych) a potem bedzie czas na dzieci. Małzeństwo nie przetrwało roku więc argument że nie chciała miec dzieci jest idiotyczny – no chyba ze ktos myśli ze studia trwają rok. To tak jakbym komus pozyczyła kase na rok a po 2 miesiącach ktos by mnie podał do sądu…ze nie płace.

      Odpowiedz
  11. ~GOSIA

    JA OTRZYMAŁAM UNIEWAŻNIENIE MAŁŻEŃSTWA I W 1 INSTANCJI NIE ZAPŁACIŁAM ANI ZLOTÓWKI NATOMIAST W 2 INSTANCJI 200ZŁ POZDRAWIAM…

    Odpowiedz
    1. socjoblozka Autor wpisu

      To stawia nowe światło na temat. Często się mówi, że bez dobrego prawnika nie przeprowadzi się tego postępowania. Rozumiem, że w procesie nie posiłkowałaś się wsparciem prawnika?

      Odpowiedz
    2. ~Gosia

      Widocznie miałas niezbite argumenty. Jak się takowych nie posiada to sie płaci. Przecież płaci się badania psychologiczne, psychiatryczne

      Odpowiedz
  12. ~Lenka35

    Hej. Moja historia pokrótce. Miałam męża pijaka, bandziora, babiarza który na dodatek znęcał się psychicznie i fizycznie nad nami. Po 17 latach nie wytrzymałam, rozwiodłam się. Rozwód został orzeczony w listopadzie a w maju przyszłego roku mój synek szedł do I Komunii. Chcąc w pełni uczestniczyć we mszy św. poszłam do spowiedzi i usłyszałam od księdza, że ja powinnam czekać, wybaczyć i nie wiązać się z innym mężczyzną, bo mój były mąż kiedyś zrozumie i wróci.. Proszę księdza- powiedziałam – przecież nas bił, pił, trwonił kasę, wyzywał i poniewierał mnie przy dzieciach. Ksiądz na to; ale on na pewno was kochał i jak to przemyśli to wróci i będziecie szczęśliwi. Kiedy?-pytam-Kiedy? Ksiądz na to; nie wiadomo ale czekaj.. Na co aż mi zarośnie?! Prawie krzyknęłam mu do ucha. Wstałam i poszłam na oczach księdza pomodliłam się i przyjęłam Komunię. Przecież to nie jest normalne, że nie mogę przyjąć komunii czy iść do spowiedzi, bo uwolniłam się z piekła. Od tego czasu chodzę do kościoła tylko w święta. Pozdrawiam Marlena

    Odpowiedz
  13. ~prince of Mars

    Niestety, małżeństwo i współczesne czasy nie idą ze sobą w parze. Zreszta, we współczesne czasy w ogóle nie premiuja dlugoterminowych kontraktów. Kiedys pracowało sie do końca zycia w jednym zawodzie, pozostawało sie do końca zycia w jednej sferze, przyjaciół tez sie miało tych samych. I partnera.
    A teraz? Co tu mówic o małżeństwie, skoro nie wiadomo co będzie za lat 10?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>