Dzienne archiwum: 5 czerwca 2013

„oj, przewraca się wam w głowach, przewraca”

Wybrałam się dzisiaj do pobliskiego wielkiego miasta. Wskoczyłam na obwodnicę a tam niewiarygodnie duży ruch. TIR za TIRem, na lewym pasie pełno osobówek, jednak jazda szybka i płynna. Mimo to zdążyłam przemyśleć taki temat. Kilka lat temu jeździłam do pracy przez miasto i nieraz trwało to ponad godzinę, a teraz mąż dzwoni wychodząc z biura a ja nakrywam już do stołu, bo chwila moment i jest w domu. Wracając przejechałam przez miasto, aby sprawdzić jak tam ruchu uliczny wygląda i gdyby nie jedna zakała co nie wie jak się jeździ dynamicznie i że się nie marudzi na zielonym, to pod sam dom dojechałabym na zielonej fali. A tak to musiałam się raz zatrzymać, no niedorzeczne!? Niektórzy mówią, że nic się w kraju nie dzieje, nie buduje. Ja jednak widzę te zmiany, nowe drogi, chodniki, mosty, restaurowane budynki, nowe przedszkole i żłobek. Można powiedzieć, że mieszkam w okolicach wielkiego miasta, gdzie faktycznie dużo się dzieje. Ale jeżdżę też po kraju, bywam w różnych miejscach, na wsiach i w małych miejscowościach, wszędzie coś się zmienia. Tylko niech nikt nie myśli, że chcę tu politykować i jechać po PiSiorach czy PeŁo. Jestem socjologiem a nie politologiem.
Wczoraj, przy okazji rocznicy wyborów, mówiono o czasach PRL. Jak mnie denerwuje gdy ktoś mówi, że to były czasy, że wtedy to się żyło. Jeszcze zrozumiem zachwyt nad eksponatami z tamtego okresu. We mnie też wzbudzają rozczulenie, czasem rozbawienie, bo przypominają mi dzieciństwo, a ten czas zazwyczaj mile się wspomina. Jednak nie rozumiem, gdy ludzie zachwalają miniony system, że ludziom było lżej, że każdy miał pracę, ludzie żyli bliżej siebie, w zgodzie i przyjaźni, że ogólnie było lepiej. Na pewno są jednostki, które były ustawione w tamtym systemie i im było lepiej niż teraz ale nie można tego powiedzieć o większości.
Dla mnie czas PRLu to głównie kolejki i marzenia o różnych dobrach. Będąc w wieku mojego starszego syna, stałam już w kolejce. Zamiast bawić się, trzymałam miejsce mamie i bratu, którzy w tym czasie obskakiwali kilka razy trasę sklep – dom. Były zasady, że można kupić tylko jedną sztukę. Pamiętam jak zazdrościłam sąsiadom, bo mieli liczną rodzinę i obstawiali kolejkę. Ale takich ustawionych było więcej, w zależności kto jaką miał fuchę. Mama koleżanki była sklepową i mogła wszystko załatwić za towar spod lady a koleżanka miała dostęp do słodyczy i była szychą w klasie. A pamiętacie sklepy za firanką, w których mogli kupować tylko dygnitarze, wyżsi urzędnicy państwowi, mundurowi i inni zasłużeni towarzysze? Teraz też są sklepy, do których sama nawet nie zamierzam wejść, bo nie stać mnie na przykład na sukienkę za 4 tyś, ale mogę iść do sklepu i kupić ciuch za stówkę. Przynajmniej mam wybór bo trudno powiedzieć, że wtedy człowiek mógł decydować. Ostatnio przy okazji poszukiwań pilota do TV, powiedziałam z przekąsem, że kiedyś nie było problemu, bo nie było pilotów i już. A teraz leży pięć na stoliku ale nie ma tego właściwego i dramat, bo zaraz zaczyna się bajka. Syn zdziwiony dopytywał jak zmienialiśmy programy. Wyjaśniłam mu, że jego Dziadek miał osobistego pilota, bo gdy leżał na wersalce, to wołał mnie i zmieniałam mu program. Ale nie miałam dużo roboty bo były tylko dwa kanały. A syn się zainteresował co to jest wersalka bo teraz są kanapy i sofy. No cóż, faktycznie czas się zmienia.
Moja rodzina nie doznała żadnych represji w PRLu, choć tatę, jako marynarza, próbowano zwerbować. Mieliśmy nawet dobrą sytuację, bo mama pracowała w służbie zdrowia i była szychą. Teraz co prawda też jest, bo akurat służba zdrowia kuleje. Ale jest wiele innych dziedzin co nie kuleją. Można mnożyć przykłady. Jednak teraz jest coś najważniejszego o czym wówczas można było pomarzyć. I to wcale nie pełne sklepy, kolorowe zabawki, szybkie samochody i modne ubrania. Według mnie najważniejsza jest wolność. Obecnie mogę w każdej chwili wyjąć paszport, czy nawet tylko dowód i ruszyć w świat. Wiem, wiem, trzeba mieć pieniądze i czas, to mnie ogranicza. Ale kiedyś nie było ani pieniędzy ani wolności. A jak była kasa to i tak nie było na co ją wydać. To ja już wolę tak jak obecnie.
Może jeszcze inaczej, w głębokim PRLu nie mogłabym nawet sobie tak bezkarnie pisać. A teraz każdy ma głowę pełną mądrości i je głosi na prawo i lewo. Przypomniałam sobie, że kiedyś mama była wzywana z mojego powodu do szkoły i dostałam naganę. Dobrze, że na tym się tylko skończyło. W drugiej klasie mieliśmy jakiś sprawdzian ogólnokrajowy, wszyscy nauczyciele trzęśli się przed tym testem i gotowi byli go robić za nas. Jednak szkołę wizytowali towarzysze z teczkami i wszyscy chodzili cichutko jak myszki. Jednym z zadań było rozwinięcie skrótów, na przykład PCK. Gdy doszłam do PRL, zbladłam. Nie miałam pojęcia co to, bo w domu mówiło się głównie: cholerna komuna. Kombinowałam jak koń pod górę, wymyślałam coś w kierunku tego PCK, jak Polski Ruch Leczniczy. Rozwiązałam poprawnie cały test z wyjątkiem tego PRLu. Moja niewiedza została uznana za prowokację. Kuriozalne ale prawdziwe.
Uwielbiam komedie Barei, za ich absurdalny humor, znam je na pamięć i czasem z mężem cytujemy w życiu codziennym. Genialnie rozładowują napiętą sytuację, gdy się nakręcamy widząc w restauracji zajęte wszystkie stoliki, szepczę do męża: „straszne się tu chamstwo nazjeżdżało z całego świata. Kasza niedogotowana…” i już nam lżej. Albo jak nam doskwierała mroźna zima, to się pocieszaliśmy, że „jak jest zima to musi być zimno” a przy zwariowanym dniu: „trzydzieste plenum spółdzielni zenum”. Kiedyś mąż mało nie dostał w papu od ochroniarza w klubie za to nasze zamiłowanie do komedii. Ochroniarz nie mógł znaleźć naszych płaszczy i stwierdził, że nie ma i już. Rozbawiona kilkoma drinkami, rzuciłam od razu: „Ja tutaj jestem kierownikiem tej szatni. Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi”. Mąż z przyzwyczajenia dokończył: „Cham się uprze i mu daj”. Na co ochroniarz już go łapał za poły marynarki. Szybko zaczęłam bronić męża i krzyczę: „n co Pan, Misia nie widział?” A ten narwaniec wtedy do mnie, że mi da za tego misia. Na szczęście drugi ochroniarz go wyhamował. Ten młodzieniec pomyślał, że się z niego nabijam. Pewnie wolałby być gorylem ale w King-Kongu tylu zabawnych tekstów nie słyszałam.
Jednak mimo zamiłowania do komedii Barei, zawsze pamiętam, że to tylko komedia. Codzienne życie nie było tak zabawne a te filmy pomagały przetrwać w tym „szarym” systemie. Jest taka scena w końcówce Misia, gdzie Ochucki chce pobrać gotówkę w londyńskim banku, ale trwa strajk, przeciwko złemu oświetleniu. Miś mówi: „oj przewraca się wam w głowach , przewraca.” Dożyliśmy takich czasów, że nam też się już przewraca w głowach od tego dobrobytu.
 
Cytaty pochodzą ze scenariusza filmu „Miś”, autorstwa Stanisława Barei i Stanisława Tyma