Dzienne archiwum: 4 czerwca 2013

Etyka i biznes

 

Przeczytałam właśnie wywiad w Gazecie Wyborczej
z Wiesławem Różańskim, prezesem Unii Producentów i Pracowników Przemysłu Mięsnego i na cały stronicowy artykuł znalazłam jedno zdanie, z którym mogę się zgodzić. Na pytanie redaktora, czy Wiesław Różański nie uważa, że ubój rytualny, który polega na podcięciu gardła żywemu , świadomemu i przerażonemu zwierzęciu, prowadzący do kilkuminutowej śmierci zwierzęcia, które odczuwa ból cięcia, dławi się krwią i treścią żołądkową jest humanitarny, odpowiedział: „Ludzie piszą, że ten ubój jest niehumanitarny, ale przecież każdy ubój jest niehumanitarny. To jest pozbawianie życia.” Zgadzam się z tym całkowicie, sposoby pozbawiania życia zwierząt hodowlanych są bardzo brutalne i mogą starać się być humanitarne ale daleko im do tego. Co więcej według mnie przemysłowa hodowla również jest wielce niehumanitarna.
Całkiem niedawno pisałam o tym, że jestem wegetarianką, jednak nie zamierzam tutaj opisywać krwawych scen z rzeźni. Nie jestem naiwna i daleko mi do utopii. Wiem, że życie nierozerwalnie łączy się ze śmiercią. Jest ona wpisana w naturę. Zwierzęta polują, czasem bardzo brutalnie. Nawet mój ukochany kot maltretuje upolowaną mysz i wiele na to nie poradzę, gdyż obroża z dzwoneczkiem go nie ogranicza. Ludzie od zawsze jedli mięso i myślę, że nadal będą jedli. Kiedyś ktoś powiedział „gdyby rzeźnie miały szklane ściany, ludzie zostaliby wegetarianami”. W to akurat wątpię. Być może wielu miałoby opory przez skonsumowaniem kotleta, ale na pewno znaleźliby się tacy, na których widok przerażonych zwierząt, walczących o życie i brutalnie uśmiercanych nie zrobiłby większego wzruszenia. Nie neguję jedzenia mięsa i zabijania zwierząt. Jednak tocząca się dyskusja o uboju rytualnym pokazuje jaki ludzie mają stosunek do zwierząt i ich eksploatowania.
Gdy miałam jakieś osiem lat, byłam świadkiem świniobicia. Nie widziałam jak prosiak dostał obuchem w łeb, jednak widziałam cały proces obróbki ciała, poprzez opalanie sierści, odcinanie sutków, wywalanie bebechów aż do smażenia świeżonki. Choć jestem bardzo wrażliwa, ten widok nie był dla mnie straszny. Świniak pochodził z hodowli mojego wujostwa, życie spędził w sporym chlewiku, czasem mógł wytaplać się w błocie, wiódł takie życie do jakiego stworzyła go natura. Jego życie co prawda zostało przerwane, ale nie miał stresu związanego z transportem, przeładunkiem, a co najważniejsze, nie stał w kolejce do śmierci. Zwierzęta w rzeźni doskonale wiedzą, że zaraz stracą życie, czują zapach krwi, słyszą i wszystkie czują potworny strach. Prosiak mojego wujostwa oberwał choć mało się tego spodziewał. Jeśli miałabym porównywać, to było to bardziej humanitarne niż ubój w rzeźni.
Przykładam dużą wagę do tego jak je moja rodzina. Mimo, że sama jestem wegetarianką, w moim domu jada się mięso, sama je serwuję. Jednak od dłuższego czasu szukam dobrego dostawcy mięsa. Podobnie jak kupuję jajka od gospodyni, chciałabym kupować mięso zwierząt, które godnie żyły, w zgodzie ze swoją naturą. Uważam, że mięso świń stłoczonych w dużej chlewni, takich co słońce widzą tylko przy załadunku na TIRa, albo kur, faszerowanych antybiotykami, aby nie pozdychały zanim osiągną właściwą wagę, jest dużo gorszej jakości niż zwierząt z małych gospodarstw. Należę do osób, które byłyby skłonne zapłacić więcej ale mieć dobrej jakości mięso. Analogicznie jak z wiejskimi jajami. Rolnicy po sąsiedzku są skłonni mi sprzedać świnię, ale byłoby to jednorazowo za dużo mięsa. Moi panowie nie przejedzą tego, pozostałoby mrożenie albo wekowanie. Chciałabym pójść do sklepu i kupić świeże mięso, certyfikowane, że pochodzi z ekologicznej i humanitarnej hodowli. Uwierzcie, że mimo starań nie znalazłam takiego na rynku. Jedyna możliwość to zamawianie i kupowanie jednorazowo większej ilości. Jak ktoś zna sposób, aby mieć bieżący dostęp do takiego mięsa, to proszę o radę. Według mnie to nisza na rynku, bo wiem, że nie jestem jedyna.
Znana jest wołowina Kobe, która jest najdroższym mięsem na świecie. Krowy żyją w zgodzie z naturą, są nawet masowane, a przy ich uboju do minimum ogranicza się ból i strach. Czyli jednak można. Może te masowanie to już zbyt wiele, ponoć wpływa na jakość mięsa, ale chciałabym aby zwierzęta, które jedzą moje dzieci, chodziły po łące, ryły w ziemi, widziały słońce i robiły to co kochają, przynajmniej przez ten krótki czas, na który pozwoli im człowiek, zanim je ubije. Niestety życie zwierząt hodowlanych do pasmo cierpienia, często przez całe życie stłoczone w ciasnych boksach bo tak jest taniej.
Wiesław Różański w wywiadzie powiedział: „Jeśli posłowie przy głosowaniu nad ustawą gospodarczą nie będą myśleli o gospodarce, tylko o swoich poglądach etycznych, to źle to wróży gospodarce”. Muszę się z tym nie zgodzić. Po pierwsze ustawa o ochronie praw zwierząt nie jest ustawą gospodarczą, tylko aktem prawnym gwarantującym zwierzętom ich dobrostan. Nadzór nad realizacją tej ustawy niestety powierzono Ministerstwu Rolnictwa, które kwestie dobrostanu zwierząt postrzega na swój sposób. Zwierzę do momentu uśmiercenia jest istotą żywą, zdolną do odczuwania bólu, strachu i cierpienia. Niestety przedstawiciele grup rolnych często w zwierzętach nie widzą podmiotu a źródło dochodu. Zamiast czuwać nad dobrostanem zwierzęcia, zmierzają do jego maksymalnego wyeksploatowania, dlatego często warunki życia i uboju zwierząt oceniają nie przez pryzmat zwierząt ale opłacalności i produktywności. Druga kwestia z jaką się nie zgadzam to cała treść tego zdania. Według pana Różańskiego posłowie głosując, nie powinni kierować się etyką a gospodarką. No przepraszam bardzo, ale jak wyglądałoby nasze życie gdybyśmy nie kierowali się etyką? Wiem, wiem, zaraz posypią się gromy, że nie tylko w tej dziedzinie posłowie zapominają o etyce. Zgadzam się. Ale nie zgodzę się, że gospodarka ma być nieetyczna. Można zarabiać a jednocześnie zachować jakieś sumienie. Etyka i biznes muszą iść w parze i do tego trzeba dążyć.
Rolnicy, właściciele ubojni i zakładów przetwórstwa mięsnego narzekają, że przez wrażliwe osoby tracą źródło dochodu. Zapewne tak, bo do końca ubiegłego roku nasz kraj przodował w eksporcie mięsa koszernego i halal. Słyszę głosy, że należy przywrócić legalność uboju rytualnego oraz straszenie, że rząd zapłaci z naszych podatków ogromne odszkodowania dla ubojni za utracone kontrakty. Tylko, że ten ubój nigdy nie był w Polsce legalny, orzekł to kilka miesięcy temu Trybunał Konstytucyjny, więc nie można przywrócić jego legalności. Można zmienić ustawę i od określonego momentu byłby legalny lecz nadal nieetyczny. Dlaczego więc, przedsiębiorcy mieliby uzyskać odszkodowanie za nielegalny biznes.
Nie wierzę, że ludzie przestaną jeść mięso, ale mam nadzieję, że w końcu jacyś rolnicy dostrzegą tą niszę na rynku i dostarczą mięso zwierząt żyjących w zgodzie z naturą oraz uśmierconych w najbardziej humanitarny sposób. Wierzę, że nie tylko ja chciałabym karmić dzieci zdrowym jedzeniem i są ludzie skłonni zapłacić więcej, w efekcie może jeść mięso rzadziej, ale za to zdrowsze. Mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień i przedstawicie rolników zamiast walczyć o ubój rytualny otworzą się na nowe potrzeby coraz bardziej świadomego społeczeństwa, którego większość sprzeciwia się ubojowi rytualnemu. Cała dyskusja o uboju rytualnym pokazuje nasz stosunek do zwierząt. Padają oskarżenia, że mięsożerni przeciwnicy takiego uboju są hipokrytami, gdyż jedzą mięso, które też pochodzi z niehumanitarnego uboju i przemysłowej hodowli. Nie do końca się z tym zgadzam. Nie jestem naiwna, ludzie będą jedli mięso, ale obecnie nie mają wyboru jakie mięso jedzą. Rolnicy i producenci żywności całą swą energię skupiają na tym aby podnieść efektywność hodowli i zyskowność. Zwierzę w tym wszystkim traktowane jest przedmiotowo. Obserwuję społeczeństwo i widzę, że rośnie liczba osób dla których jakość życia zwierząt hodowlanych jest ważna. Nie zamierzam propagować sielankowego obrazu, niewielkiego gospodarstwa, gdzie świnki taplają się w błotku, cielak pasie się z matką a kury grzebią w ziemi. Takie gospodarstwa istnieją jednak zdaję sobie sprawę, że na szerszą skalę trudno to zrealizować, więc działają głównie na własne potrzeby. Życzyłabym sobie natomiast, aby przedstawiciele rolników zobaczyli w zwierzętach podmiot i swoją energię oraz inteligencję skierowali nie na walkę o ubój rytualny ale na reagowanie na zmieniające się potrzeby zachodniej cywilizacji. Jeszcze raz powiem, etyka i biznes muszą iść w parze.

Biorąc pod uwagę pojawiające się komentarze, chciałabym uzupełnić swój wpis o kilka uwag. Uważam, że w Polsce istnieje wiele gospodarstw, w których zwierzęta są już dość dobrze traktowane. Rośnie ilość gospodarstw agroturystycznych, hodujących w naturalnych warunkach kozy, krowy, świnie, drób oraz inne zwierzęta. Gospodynie same wyrabiają masła, sery z „własnego” mleka, wędzą kiełbasy z „własnego” mięsa. Te produkty regionalne, choć nie tanie, cieszą się ogromną popularnością. Ekologiczne gospodarstwa mają zbyt a nawet nie wyrabiają się z produkcją, dlatego powinno być ich więcej, aby zachować dobrą jakość. Ponadto jeszcze dekadę temu uprawy organiczne były mrzonką a jednak stale rośnie ich ilość. Rolnictwo ekologiczne musi spełnić wiele restrykcyjnych standardów. Uważam, na podstawie obserwacji społeczeństwa i rosnącej jego świadomości, że to jest kierunek dla naszego rodzimego rolnictwa. Legalizacja uboju rytualnego byłaby ogromnym krokiem wstecz. Uważam, że zaostrzenie standardów chowu zwierząt rzeźnych oraz restrykcyjna kontrola pracy rzeźni, to właściwy kierunek i przyszłość dająca szansę zysku. W przypadku rzeźni, według mnie powinny zostać ulepszone procedury, bardziej restrykcyjnie kontrolowane, aby błędy w ogłuszaniu nie miały miejsca. Nie twierdzę, że ekologiczne gospodarstwa wyeliminują przemysłowe hodowle, jednak ich rosnąca ilość jest świadectwem rosnącej świadomości konsumentów i zmieniających się ich potrzeb odnośnie jakości żywności.