Dzienne archiwum: 30 marca 2013

Czy istnieją granice wyobraźni?

Przeglądałam sobie dzisiaj babską gazetę i to jest dobre określenie, bo przeglądałam a nie czytałam. Z upływem czasu w gazetach jest coraz mniej artykułów do czytania a coraz więcej reklam do oglądania. Nawet jak trafi się jakiś ciekawy artykuł to i tak w każdej kolumnie wytłuszczonym drukiem umieszczone jest sedno tematu. Wystarczy przejrzeć gazetę i przeczytać nagłówki, aby poznać treść. Pamiętam jak kilkanaście lat temu na konwersatoriach omawialiśmy poszczególne segmenty prasowe, wówczas była to jednak inna jakość niż obecnie. Po studiach kilka lat pracowałam w branży prasowej i poznałam różne chwyty marketingowe wydawców.
A teraz na kilka lat przerzuciłam się na segment gazet dziecięcych. Zazwyczaj szukam czegoś edukacyjnego z bohaterami kreskówek aby zachęcić dzieci. Ale dzisiaj trafiło mi sie kilka minut przerwy w świątecznych przygotowaniach i aby nie siedzieć zupełnie bezczynnie, bo jakoś sumienie nie pozwala, sięgnęłam po gazetę którą przywiozła ze sobą moja mama. Nawet mi pasowało to, że redaktor nie stawiał przede mną wybitnie intelektualnych tekstów, gdyż faktycznie chciałam się na chwilę oderwać od obowiązków domowych. Ale nagle trafiłam na reklamę klocków lego. Wielka na całą stronę, nie do przeoczenia. Ale jak to? Czyżbym była aż tak zmęczona, że nie zauważyłam, że wzięłam gazetę dzieci? Zerkam na okładkę, jednak nie. Gazeta typowo babska. To skąd tam reklama klocków Lego? Powinny być kosmetyki, podpaski i artykuły spożywcze. Byłam tak zaskoczona, że aż przeczytałam krótki tekst. „Czym jest nazwa Lego – dla nas wszystkim”… „Żadna inna firma nie robi klocków Lego”. Zgadzam się z tym w 100%. Dla moich dwóch synów w wieku przedszkolnym Lego to najważniejsza zabawka. Mogliby pożegnać bez żalu wszystkie autka, traktory, pistolety, puzzle ale każdy klocek jest cenny. Klocki dają im niepohamowaną możliwość kreowania nowych zabawek, coraz to nowych rzeczywistości. Prawdą jest również to, że żadne inne klocki nie równają się z Lego. Tylko te idealnie do siebie pasują, umożliwiają setki kreacji. Kiedyś byliśmy u znajomych, którzy dali się skusić ogłoszeniu w serwisie internetowym i kupili inne klocki, reklamowane „prawie jak Lego”. Okazało się, że w tym przypadku prawie robiło ogromną różnicę. Długo z mężem broniliśmy się przed zakupem pierwszego zestawu Lego dla naszych synów. Na tyle skutecznie, że swoje pierwsze klocki dostali w prezencie od chrzestnych na drugie urodziny i były to Lego Duplo. Dzieci przepadły a my razem z nimi. Byli jeszcze za mali, aby samemu poskładać stajnię czy remizę, więc usiadłam z nimi na dywanie i zapomniałam o bożym świecie. Byłam na powrót małą dziewczynką, która odziedziczyła po starszym bracie remizę strażacką. Tylko, że brat tą remizę dostał na komunię, rodzice kupili ją w Peweksie za dolary. Po kilku latach dostałam w spadku te klocki, jednak mało mnie interesowali strażacy, marzyłam o gabinecie weterynaryjnym albo farmie. Z klocków zbudowałam sobie gabinet i poczekalnie ale nie miałam pacjentów. Jednak od czego wyobraźnia. Z plasteliny ulepiłam pieski, kotki, papugi i chomiki. Gdy bawiłam się Lego, znikałam dla świata. Innym razem lepiłam konie i budowałam stajnię, albo lepiłam kury i krowy a z klocków tworzyłam farmę. Minęło prawie 30 lat i siedziałam na dywanie z moimi kilkuletnimi synami, którzy nie musieli posiłkować się plasteliną. W zestawie  były konie, pies i kot. A gospodarz miał taczkę, widły i łopatę. Ja mogłam o czymś takim pomarzyć. Pomyślałam sobie, że ja to przynajmniej musiałam używać wyobraźni a oni mają wszystko podane na tacy. Takie czasy. My kreowaliśmy zabawki a nasze dzieci mają wszystko gotowe. Minęło trochę czasu, chłopcy z Duplo przerzucili się na City. Naciągają nas na kolejne zestawy i chociaż klocki nie są tanie, a synowie wybierają zazwyczaj te piekielnie drogie, to zarówno mama i tata dają się naciągać. Może dlatego, że gdy staję przed regałem w sklepie, to znowu jestem tą kilkuletnią dziewczynką marzącą o psie z Lego, który nie rozmiękałby w trakcie zabawy.
Pomyślałam sobie, że moje dzieci mają zbyt lekko, mają wszystko podane na tacy. Takie gotowe klocki, gdzie nawet przy śmieciarce są przykładowe śmieci, nie rozwijają ich wyobraźni. Jednak okazało się, że byłam w błędzie. Dzisiejszy dzień dał mi do myślenia. Chłopcy poszli z babcią ze święconką. Trafili akurat na zmianę warty przy grobie. Byli zachwyceni galowym strojem strażaków i całą sytuacją. Po przyjściu do domu skompletowali kilku strażaków, zbudowali kościół, na noszach z karetki ułożyli najmniej odzianego ludzika i bawili się w uroczystą zmianę warty przy grobie… Profanacja? Według mnie życie, bawią się w to co spotkali, przerabiają to na swój sposób. Ale takiego zestawu Lego nie znajdziemy w żadnym katalogu, też musieli wykazać się wyobraźnią.
Czym dla mnie są Lego? – faktycznie wszystkim, daje nieograniczone możliwości, nawet te najmniej przewidywalne.