Dzienne archiwum: 24 marca 2013

Przełamywanie stereotypów

Przeczytałam właśnie wpis Młodej Polki

http://ja-mlodapolka.blog.pl/2013/03/18/kobieta-tez-czlowiek/ o kobietach radzących sobie z wyzwaniami tego świata i od razu mam lepszy humor na resztę dnia. Tak tak, obsługa pieca na ekogroszek to wyższa matematyka stosowana i opanowanie go przekracza możliwości przeciętnej kobiety  :lol:  Tylko ja akurat postanowiłam nie wyprowadzać męża z błędu i konsekwentnie nie wchodzę do kotłowni. W sumie to raczej nie wchodziłam, bo sprawa się rypła zeszłej wiosny, gdy mąż wyjechał w delegację. Na dworze było już na tyle ciepło, że od kilku dni nie grzaliśmy, ale w trakcie nieobecności męża pojawiły się nocne przymrozki i musiałam ujawnić swoje tajemne umiejętności.

Przyzwyczaiłam się już do stereotypowego traktowania kobiet i czasem z premedytacją z tego korzystam. Ale raz jeden, zabolało mnie zaszufladkowanie mojej osoby. A było to tak. Moja zaprzyjaźniona sąsiadka, z którą często spotykam się przy płocie i ucinamy sobie dłuższą lub krótszą pogawędkę, a zazwyczaj dłuższą, zadzwoniła do mnie z pytaniem czy mąż jest w domu. Miała zmartwiony głos i już miałam proponować jej swoją pomoc, ale pytanie o męża mnie zaskoczyło. Kilka minut później siedziała już z mężem przy stole ze sterta papierów. Okazało się, że kiedyś podpisała coś co może nie do końca przeczytała, a teraz jakaś firma upomina się o skandalicznie wysokie odsetki i straszy windykacją. Mąż uprzejmie zapoznał się z paragrafami i stwierdził, że sprawa dość trudna więc proponuje spotkanie z adwokatem. A gdy sąsiadka wyszła, dodał tylko, że z takimi sprawami to jednak powinna do mnie przyjść bo to ja lubuję się w tym prawniczym bełkocie. W pierwszym momencie poczułam się nawet trochę urażona, że oto moja zaprzyjaźniona sąsiadka zwątpiła w moje umiejętności i o pomoc poprosiła mężczyznę. Ale w sumie to skąd ona miała wiedzieć, że faktycznie lubię wczytać się w ten prawniczy język i odczuwam ogromną satysfakcję gdy w potoku paragrafów potrafię znaleźć sens. Moja sąsiadka poznała mnie jako mamę dwójki chłopców, spotykamy się dość często i dużo rozmawiamy, ale głównie o dzieciach albo ogrodzie. W swojej okolicy uchodzę za eksperta od treningu czystości dziecka oraz sposobu rozmnażania sadzonek. Acha, mogę się jeszcze podzielić się ciekawymi przepisami na nalewki. W moim domu, to mój mąż co rano wystrojony w garnitur wsiada do auta i udaje się do biura w wielkim mieście. Ja zostaję na posterunku i dbam o domowe ognisko. Dla mnie szczytem elegancji są buty na obcasie zamiast kaloszy. Odkąd mamy chodnik mogę już śmigać w moich ulubionych szpilkach i poczuć się seksownie. Odwiesiłam w głąb szafy wszystkie ołówkowe spódniczki i żakieciki. Teraz królują szorty albo wzorzyste sukienki a ten wizerunek widocznie nie pasuje do kobiety po dwóch fakultetach z przyjemnością czytającej paragrafy. Ale co tam, nie odmówiłam sobie przyjemności rozgryzienia zawiłej umowy i pobiegłam za sąsiadką. Sprawę na szczęście udało załatwić się polubownie, ale faktycznie przydała się pomoc adwokata. Odpowiedź na firmowym papierze i kilka pieczątek chyba zrobiło wrażenie i firma odstąpiła od próby naciągnięcia klienta. Ale cała sprawa dała mi sporo do myślenia, bo gdy razem siedziałyśmy nad umową, okazało się, że moja sąsiadka też ma umiejętności o jakie jej nie podejrzewałam. Obie zaczęłyśmy na siebie inaczej patrzeć. Dotarło do mnie, że ja też oceniałam przez pryzmat wyglądu i uważałam swoją sąsiadkę za miłą panią w wieku przedemerytalnym, której całe życie upłynęło na towarzyszeniu mężowi podczas zagranicznego kontraktu oraz pielęgnacji ogrodu. Gdy zaczęłyśmy rozmawiać na inne tematy, okazało się, że w życiu imała się różnych zajęć, ma sporo różnych doświadczeń a obecne życie to chwilowe wyciszenie i odpoczynek. I muszę przyznać, że ja sama, przeciwniczka stereotypów dałam się ponieść i szufladkowałam. Teraz staram się mieć szerzej otwarte oczy i uszy.